Obudziłem się w moim pokoju leżąc na łóżku, w trakcie gdy Katherine siedziała nade mną i gładziła moją twarz. Jej śliczna buzia wyrażała zmartwienie, a ja nagle oprzytomniałem i gwałtownie się poruszyłem.
- Au! - syknąłem z bólu, myślę, że proces gojenia pogruchotanych kości karku nie do końca się zakończył. - Co się sta... - i nagle sobie wszystko przypomniałem. Położyłem głowę ze zrezygnowaniem, wpatrując się w muszki latające po suficie.
- Jev... - tak bardzo ją zawiodłem, po raz kolejny. Nie tylko i ją, ale i siebie.
- Przepraszam - zamrugałem szybko by żadna łza nie wydostała się spod moich powiek. - Ja straciłem panowanie nad sobą. Ona mnie zdenerwowała przez to marudzenie i narzekanie na ciebie - w sumie to była prawda, zdenerwowała mnie bo śmiała negocjować hojność mojej ukochanej i ciągle tylko marudziła, jak jakaś stara babcia... którą z resztą była. A poza tym byłem taki głodny, to okropne uczucie gdy wszystko słabnie, wraz z opanowaniem emocji jest nie do zniesienia. - Kathie, nie ma dla mnie wytłumaczenia.
Istniało tylko jedno, do którego nie chciałem się przyznać.
Byłem chory, uzależniony od zabijania.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz