- Ty jej powiesz - odezwał się jeden.
- Nie, ty - oznajmił stanowczo drugi. - Ja jestem nowy w tej branży i nie mam zamiaru umierać.
Przewróciłam oczami i machnęłam rękę, pozwalając, by telekineza otworzyła drzwi za mnie, ponieważ nie chciało mi się tam podchodzić.
- Wejdźcie - powiedziałam głosem nie znoszącym sprzeciwu. Dwa wampiry posłusznie weszły do środka. Obydwoje byli bladzi i mieli czarne oczy. Wyglądali jak bliźniacy, tylko, że jeden był niższy. - O czym chcieliście mnie poinformować?
Przełknęli ślinę, ale to ten niższy się odezwał.
- Droga panno Aristow, nazywam się Philip, a to mój brat Blake - wskazał na wyższego. - Jesteśmy z głównej kwatery we Włoszech i tak jak pani prosiła...
- Przejdź do rzeczy, idioto! - warknęłam.
- Tak jak pani prosiła...
- ...szukaliśmy pana Jev'a Roth'a - dokończył drugi, gromiąc wzrokiem brata. - Niestety, nie ma go już w Rzymie.
Walnęłam pięścią w blat biurka.
- Więc skoro nie został dostarczony do Londynu, to po jaką cholerę mi to mówicie!? - gwałtownie podniosłam głos. - Jeśli nie ma go w Rzymie, szukajcie w całych Włochach! A jeśli nie, to w całej Europie! A jeśli wyjechał poza Europę, to, kurwa, na całym pieprzonym świecie!
- Tak jest - pisnęli tylko i wybiegli.
Odetchnęłam, gdy zamknęli za sobą drzwi. Zwykle się tak nie unosiłam. Ale nie wiadomo na jakim poziomie uzależnienia jest Jev. Jeśli naprawdę wysokim, to, gdy będzie w innym kraju, to bez pytania od razu odrąbią mu łeb.
Naprawdę się o niego martwiłam. Nie wiem, co zrobiłabym, gdybym się dowiedziała, że nie żyje.
Musi wrócić do Londynu.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz