Minął już tydzień od powrotu z Rzymu, a ja teoretycznie wagarowałam, ponieważ nie chciało mi się chodzić do pracy. Jakby nie było to sama mogłam się posłać na urlop, ale i tak miałam lekkie poczucie winy, że zostawiłam w kwaterze samych facetów, którzy mogli pewnie coś sknocić.
- Sorry, a co tam było?
- Zadzwonił do nas Jacob Carter, ten z USA, i poinformował nas o super sprawie. Uznaliśmy, że wprowadzamy ją też w Wielkiej Brytanii i teraz nasi ludzie dzwonią do wszystkich kwater na całym świecie, żeby im o tym powiedzieć!
Przewróciłam oczami.
- O czym?
- Każdy wampir ciepiący na uzależnienie od ludzkiej krwi będzie musiał obowiązkowo przejść terapię. Wiesz, że łatwo ich rozpoznać lub rozpoznać tych, którzy mogą mieć, tak zwane, kwalifikacje, by zostać uzależnionymi. I bynajmniej nie będzie to przyjemna terapia. Jeśli przypadki będą naprawdę tragiczne będą ich skazywać na śmierć - przy ostatnich słowach już się nie uśmiechał.
O cholera. Do głowy wpadł mi Jev. Podczas naszego spotkania mogłoby się wydawać, że prędzej, czy później zostanie uzależniony. I w jego przypadku prędzej.
Wiedziałam jedno: Musi teraz wrócić do Anglii. Dlaczego? Tutaj będzie miał dobrego adwokata. To znaczy mnie.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz