Wyszedłem z pokoju by pójść na dół do kuchni po jakiś sok. Stanąłem przy
czarnej lodówce i ujrzałem odbicie. Odwróciłem się z sokiem w ręku i
zauważyłem, że to człowiek. Kobieta wpatrywała się we mnie z napięciem, ale nie upuściła żadnej miotły ani nic (bo akurat trzymała je w ręku).
- Nazywam się Jev... - powiedziałem po kilku sekundach, ale ona wyparowała z kuchni równie szybko jak się w niej pojawiła. - Ech... - westchnąłem i wlałem do połowy szklanki napój.
Upiłem spory łyk - cóż...dość spory bo za chwilę szklanka była pusta. Gość czy nie gość byłem w jej domu i umyłem ów naczynie.
***
- Dzień dobry - usiłowałem się przywitać ze starszą panią, które
przeszła obok mnie nawet na mnie nie patrząc. Szła z zadartym nosem, nie
okazując cienia strachu. Czy ona była jakimś testem? Jak się zachowam w
obecności człowieka... na razie nie miałem ochoty rozerwać jej gardła -
do diabła, o czym ja mówię! Już mam uczucia więc czemu się tak
zachowuję?!
Nabrałem powietrza nosem i wypuściłem je ustami. Kilka razy to
powtórzyłem, starając się nie wdychać zapachu kobiety, tylko świeże
powietrze. Jeny, jak dawno (oprócz wczorajszej nocy) nie byłem na
podwórku.
Dzisiaj zapukałem do gabinetu Katherine, minęło kilkanaście sekund zanim
mi odpowiedziała, ale nie przeszkadzało mi to. Była niewyspana.
- Proszę.
- Cześć. Mogę? - zapytałem
- Tak, wejdź - pokiwała głową.
- Chciałem ci podziękować za te ubrania, jak tylko pozbędę się etykietki szaleńca, to zwrócę ci pieniądze.
- Nie trzeba. - machnęła lekceważąco dłonią i upiła łyk kawy.
- Nie potrzebujesz się wyspać? - podsunąłem wpatrując się w jej twarz, na której malowało się przemęczenie.
- Aż tak źle wyglądam? - zmarszczyła nosek
- Zawsze wyglądasz pięknie, ale widać, że jesteś zmęczona. Przecież
możesz gdzieś wyjść, nie musisz cały czas mnie pilnować. Swoją drogą
jest ta... - nie potrafiłem znaleźć słowa - babcia. Ona potrafi ustawić
do pionu. - zaśmiałem się cicho.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz