poniedziałek, 30 marca 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine

Zasnęliśmy już nic więcej nie mówiąc. Katherine leżała obok mnie, pragnąc mnie przytulić, ale wyglądało to bardziej tak, że to ja przytulam ją. Po jej bladym policzku spłynęła łza, która nieco rozmazała jej makijaż. Otarłem ją wierzchem dłoni i pocałowałem w czoło.
- Tak mi przykro. - szepnąłem, choć wiedziałem, że i tak mnie nie słyszy. Zapadła w gromki sen, żyłem nadzieją, że nie odwiedzą jej te straszne koszmary. Miała już jeden realistyczny - mnie.

Obudziłem się o 4:30, mimo, że nie wzeszło słońce byłem roztargniony i nie mogłem dalej spać. Wprawdzie mógłbym patrzeć na moją ukochaną godzinami, ale nie wtedy gdy nawet we śnie jest spięta i nieodprężona. Po cichu (tyle na ile mogło mnie stać) zszedłem na dół i wciągnąwszy wszystkie zapachy w nozdrza, stwierdziłem, że pani Freydez opuściła dom i nie czai się, nie marudzi, a przede wszystkim - nie kusi mnie. Wyszedłem do ogrodu i usiadłem na ławeczce myśląc - ostatnio tylko to mi dobrze wychodziło. Wodziłem wzrokiem po roślinach i drzewach kwitnących w ogrodzie, moje spojrzenie przykuły czerwone róży, które tu zasadziłem zaraz po tym jak Xana je podeptała i zjadła. Katherine była wtedy wściekła, w tamtym czasie ciągle chodziła naburmuszona. Uprzytomniłem sobie, że Tamta Katherine Wielce Zadufana w Sobie zniknęła, a na jej miejsce pojawiła się Ciepła Kochająca Nowa Kathie, było to trochę dziwne, nie żebym miał coś przeciwko tej nowej dziewczynie, którą kochałem bez względu na to jak się zachowywała. Ja też się zmieniłem, wcześniej cały czas obwiniałem ją, że jest jaka jest, ale teraz widzę, że zrobiłem dla niej to samo - może to był czyn według kodeksu: "Oko za oko, ząb za ząb". Wiedziałem teraz, że nie mogę jej skrzywdzić - tak jak powiedział mi Thomas - bo raniąc ją krzywdzę sam siebie.
Moje rozmyślania przerwały kroki, których wcześniej nie usłyszałem. Lekko się wzdrygnąłem, ale gdy usłyszałem ten melodyjny głos pojąłem, że nie miałem ku temu powodów.
- Hej. - przywitała się ciepło, ale w jej głosie była wyczuwalna nutka niepokoju. Zachowywała ostrożność - Jak się czujesz?
- Cześć, skarbie. - odparłem miękko, nie odrywając wzroku od punktu, w który się zapatrzyłem - A ty?
- Nie odwracaj kota ogonem, - skwitowała machając mi przed nosem Groźnym Palcem, próbując przykuć moją uwagę.
- Oczekujesz pozytywnej odpowiedzi - podsumowałem - Więc wolę nic nie powiedzieć. Możemy dziś sobie odpuścić to całe zamartwianie? - zaproponowałem zmęczonym głosem, którego wcześniej nie chciałem zdradzać. Faktycznie byłem zmęczony - sen już nie dawał mi energii. Był tylko dodatkiem do codziennej rutyny. - Zajmijmy się tym - w końcu popatrzyłem na jej piękną twarz, przysunąłem się i wziąłem ją w ramiona, rozkoszując się bijącym od niej ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa,

Katherine? Coś dłuższego w ramach rekompensaty za wcześniejsze krótkie opowiadania :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz