Jednak nie pokazywałam, że coś jest nie tak. Nienawidziłam całego świata, a jednak uśmiechałam się przyjaźnie do Clary i jej niepewnej miny. Wyglądała, jakby miała zamiar przeprosić za swoje słowa.
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Wyjdź. Za drzwiami czeka strażnik - powiedziałam spokojnie.
Zrobiła się jeszcze bardziej blada i przestraszona.
- Cz-czy ja po-powiedziałam coś złego?
- Bynajmniej - poklepałam ją po ręce. - Dobrze, że się upomniałaś o swoją wolność. Możesz iść. Świat stoi dla ciebie otworem. Tylko pamiętaj, że przez najbliższe trzy tygodnie nie możesz ruszać się nigdzie bez strażnika.
Otworzyła szeroko oczy i usta, jakby nie mogła uwierzyć, w to, co mówię.
- Dz-dziękuję - w jej oczach zabłyszczały łzy, obeszła cały stół, podeszła do mnie i mnie objęła. - Naprawdę dziękuję. To dla mnie wiele znaczy.
Wstałam i odwzajemniłam uścisk. Gdy się oddalała, lekko mną szarpnęła i z tylnej kieszeni moich czarnych spodni wypadł klucz otwierający wszystkie cele. Cholera. Szybko go podniosłam i ponownie schowałam, choć wiele osób, szczególnie te, które jeszcze nie uwolniły emocji, spojrzało na niego z głodem w oczach. Domyśleli się do czego służy i pewnie już planowali, jak mi go ukraść i uciec.
Cóż. Nie na mojej zmianie.
- To ja... Ja już pójdę! - zakrzyknęła Clara, nie przejmując się zajściem.
- Zaczekaj - spojrzałam na dwa siedzące obok siebie wampiry. - Weź Beniamina i Franka.
Podskoczyli z radością i zaczęli mi dziękować. Chwilę później cała trójka zniknęła za drzwiami.
Odetchnęłam i usiadłam ponownie. Vivienne patrzyła się na drzwi z uśmiechem. Lubiła widzieć radość. I szczerze mówiąc nawet mi poprawiło to humor.
- Dobrze. To na czym skończyliśmy? - zapytałam, starając się odwrócić uwagę reszty od klucza.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz