Widziałem, że Maggie jest przygnębiona pobytem tutaj. Przybyła tu by
mnie wyciągnąć, była pewna, że będzie w stanie mi pomóc i mnie
przekonać.
- Mag, powiedz im, że uwolniłaś uczucia, nie chce cię tu trzymać.
- A ja nie chce żebyś tu siedział i patrzył na tę cholerną Rosjankę.
- Przecież to na mnie nie działa - wzruszyłem obojętnie ramionami
- Monaghan, weź się w garść. Wyglądasz jak gowno, śmierdzisz ja gowno i
na pewno czujesz się jak gowno, więc włącz te cholerne uczucia, wyrwij
się z tego bagna i wyjedź ze mną do Włoszech
- Nie zależy mi na nich.
- Ale nie chcesz tu siedzieć i marnować życia, ani strzępić nerwów. - skwitowała
- Masz rację, ale ja nie chce nic czuć. Chce wyjść stąd nie wyłączając niczego.
- Nie pozwolą ci.
- To się okaże. - wzruszyłem po raz kolejny ramionami, naprawdę czując się jak gowno. Nic nie warte.
***
Przeżyłem jakoś dzień, nawet tą pieprzoną herbatkę. Gdy ona oznajmiła, że możemy już iść tak jak wczoraj wpadł Thomas. Chciałem z nim porozmawiać.
- Mogę zadać pytanie - uniosłem rękę gdy wszedł
- Proszę. - rzucił mi spojrzenie pełne napięcia nie wiedząc czego się spodziewać.
- Jak mogę stąd wyjść nie wyłączając uczuć? Jestem pewien, że umiem
sobie poradzić z uzależnieniem sam. Złożę przysięgę, papiery na mocy,
których gdy znów zacznę przysparzać wam kłopoty zabijecie mnie, ale nie
każcie mi tu siedzieć. Ta monotonnia mnie zanudza.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz