- Oczywiście, że się da - syknęłam. - Proszę za mną do mojego gabinetu, Jev - spojrzał na mnie ze zdziwieniem, ale ja tylko odwróciłam się i ruszyłam w kierunku wyjścia. - No, ruchy, ruchy. Chyba, że chcesz tu zostać.
Zainteresowany, poszedł za mną. Thomas zrównał mi kroku.
- Co ty kombinujesz, Katherine? Nie możesz tak po prostu wypuszczać uzależnionych. Szczególnie tych, którzy jeszcze nie wyzwolili emocji. Wiem, że łączy was historia...
- To nie ma znaczenia, Thom - pokręciłam głową i zerknęłam za ramię, by upewnić się, że Jev nadal za nami idzie. - Przekonasz się później, co zamierzam zrobisz.
Westchnął i skierował się w stronę swojego gabinetu, a my poszliśmy do mojego.
W środku, na biurku czekał na mnie bukiet róż od Cilliana. Uśmiechnęłam się pod nosem, ale odsunęłam kwiaty na bok, choć sam gest był niezwykle romantyczny i słodki.
- Usiądź - nakazałam Jev'owi, a sama zajęłam swoje miejsce. Zaczęłam przeglądać dokumenty, aż wreszcie natrafiłam na jego dane. - Dobrze. Zamierzasz stąd wyjść. Nie ma problemu.
- Nie ma? - zapytał nieufnie.
- Oczywiście, że nie ma - prychnęłam. - Musisz tylko powiedzieć, gdzie chcesz zostać skierowany. Mi to jest obojętne, w końcu i tak umrzesz.
- Co?
Spojrzałam mu w oczy.
- Mówię, że musisz wybrać do jakiego kraju mam cię wysłać, byś tam podjął leczenie dalej. Choć nie podejmiesz go, ponieważ jesteś na zbyt zaawansowanym poziomie uzależnienia i choć jesteś tu już od miesiąca, to wciąż nie wyzwoliłeś uczuć. Dlatego gdziekolwiek pojedziesz, zabiją cię - starałam się nie zadrżeć na tą myśl. Teraz byłam zbyt wściekła. Opłakiwać będę go później. - To powiedz, Jev. Gdzie chcesz umrzeć?
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz