- A ty jak uważasz, Kath? - Thomas spojrzał na mnie wyczekująco. - Jak dotąd, nie wyraziłaś swojej opinii.
Wzruszyłam obojętnie ramionami.
- Mamy przecież więzienia na dole. Możemy ich zamknąć, ale oczywiście nie będą siedzieć w ciemnościach przez cały czas - Vivienne wzdrygnęła się. Wiedziała, tak jak my wszyscy, że w naszych lochach nawet wampiry niczego nie widzą. - Ustalmy im jakiś grafik. Po pierwsze: Ktoś może prowadzić z nimi rozmowę. To oczywiste, że rozmowa pomaga. Po drugie: Ćwiczenia siłowe. Pomogą zapomnieć o pragnieniu krwi. Coś innego jeszcze się wymyśli.
- Myślę, że to dobry pomysł - pokiwał głową Thomas. - Chociaż brzmi trochę, jakby byli więźniami.
- A nie są? - rzuciłam mu wymowne spojrzenie.
Odchrząknął.
- Cóż, w sumie, tak. Są - klasnął w dłonie i szybko zmienił temat. - Dobrze. Tak więc, Kath... Ustalisz grafik dnia? Codziennie może być taki sam. I znajdź ludzi, którzy będą zajmować się danymi zajęciami.
- Zajęciami? - prychnął Pavlo. - To nie jacyś pieprzeni koloniści, tylko grupa uzależnionych od ludzkiej krwi morderców.
Wszyscy zignorowali jego uwagę.
- Tak. Zajmę się tym.
Dwie godziny później siedziałam w moim gabinecie. Plan był już gotowy i jutro można było zacząć go realizować. Na razie mieliśmy dwudziestu uzależnionych, ale to tylko kwestia czasu, aż pojawią się następni. I wtedy będziemy musieli podzielić ich na grupy.
Na razie plan dnia był następujący:
6:00-10:00 - ćwiczenia siłowe
10:00-14:00 - zajęcia psychologiczne
14:00-17:00 - izolatka
17:00-20:00 - rozmowa przy herbatce (od Amzi: tak, czy się wali i pali, Anglicy muszą pić o 17 herbatkę xD)
20:00-6:00 - czas spędzony w ciemnościach: sen, małe dawki zwierzęcej krwi, czas na myślenie
Ćwiczeniami siłowymi mieli zająć się Pavlo i Darrock. Zajęciami psychologicznymi ja i Vivienne (to ona mnie poprosiła, bym jej w tym pomogła, bo sama nie dałaby rady zapanować nad tłumem morderców). Oczywiście to ja miałam rozmowę przy herbatce. Nigdy nie przepuściłabym okazji napicia się dobrej earl grey.
Nagle do mojego gabinetu rozległo się pukanie i po chwili do środka wszedł Blake.
- Jev Roth jest już na miejscu - oznajmił.
- Świetnie - rzuciłam, nie podnosząc głowy znad papierów. - Dostarcz go do Jayden'a. On umieści go razem z innymi na dole. I zapytaj się Jaydena, czy na pewno wszyscy są w oddzielnych celach. Mamy strażników, ale naprawdę nie chcę, by, kiedy nikt nie będzie patrzył, się pozabijali - przewróciłam oczami. - Chociaż w sumie to zawsze ktoś będzie patrzył. Mamy niesamowity system ochrony - machnęłam na niego ręką. - No, idź już. Później zajrzę do Jev'a.
Skinął głową i posłusznie wyszedł.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz