Nie umiałem pojąć co się ze mną dzieje. Wszystko się we mnie tłukło.
Moje kły raz się boleśnie wydłużały, raz chowały. W gardle miałem tysiąc
żyletek, które rozrywały tchawicę i krtań. Musiałem się posilić.
***
Po czterech dziewczynach nie miałem dość krwi, nie potrafiłem nad tym
zapanować. Starałem się, ale jakby kolejne wcielenie we mnie wstąpiło i
rujnowało wszystko dookoła.
- Monaghan! - usłyszałem nawołującą mnie Maggie - Nie możesz robić takiej rzezi z Rzymu - krzyknęła wznosząc do góry ręce
- Trochę się zanurzyłem w tym i - rozejrzałem się dookoła. Siedem ledwie
oddychających studentek. Być może nieco przeszkodziłem im w nauce,
zawaliłem plany na przyszłość.
- Monaghan! - krzyknęła i rozerwała swój nadgarstek z którego pociekła
strużka krwi i zaczęła podchodzić kolejno do dziewcząt i dawać im swoją
krew by doprowadzić je do porządku i zregenerować organizm. - Nie chcę
za ciebie naprawiać kłopotów, musisz wyjechać.
- To chyba dobry pomysł - od przyjazdu do Rzymu chyba po raz pierwszy prawdziwe się z kimś zgodziłem.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz