Wzruszyła ramionami i odparła:
- Skoro mam codziennie sprzątać cały dom i te rozbite filiżanki, to tak.
- Proszę wybaczyć - kiwnąłem głową i wyszedłem za wampirzycą.
Siedziała na białej ławeczce w ogrodzie, podwinęła kolana pod brodę i oplotła nimi ręce. Wyglądała tak bezbronnie.
Przysiadłem obok niej i przez kilka sekund siedzieliśmy w milczeniu.
- Problemy w pracy?
- Nie tylko - wzruszyła ramionami - To wszystko... - westchnęła
- Przerasta cię? - było to bardziej stwierdzenie niż pytanie - Kathie...poradzisz sobie z tym, przecież jesteś Katherine Aristow, przywódczyni klanu wampirów w Londynie. Piękna, niezawodna, humorzasta - przewróciła oczami - silna. I za to cię kocham. - nie do końca wiedziałem czy chce ujarzmić jej zły humor czy powiedzieć coś co od dawna domagało się wydostania z mojej głębi. - Rozumiesz? Kocham tą złośnicę, która w Tobie siedzi. - uśmiechnąłem się i przyciągnąłem ją do siebie całując namiętnie jej usta. Nie wiedziałem czy mi pozwoli na takie zbliżenie więc po kilku sekundach tylko trzymałem jej twarz w dłoniach, czekając na reakcje.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz