- Nie wiem czy możesz pozostać we Florencji - oznajmiła zaniepokojona Maggie
- A niby czemu nie?
- Ile osób zabiłeś? - odpowiedziała pytaniem na pytanie
- Zabijam panienki. - skwitowałem i wysiadłem z samochodu głośno trzaskając drzwiami tego bez wątpienia kosztownego jeepa.
- Właśnie. - warknęła - Zwróciłeś na siebie uwagę. Gdy już musisz się
posilać nie zabijaj ich i wymazuj pamięć, kretynie! - zirytowała się
- Wyluzuj, Maggie. - uniosłem ręcę w "poddańczym" geście. - Nie zrobiłem nic złego.
- Nic?! Monaghan, złaś mi z oczu zanim urwę ci łeb! - ze złości kopnęła w żelazny płotek, który rozpadł się na kawałki.
Kilku Włochów przyjrzało nam się z napięciem.
- I kto tu zwraca na siebie uwagę. - prychnąłem i zostawiłem wampirzyce
daleko w tyle. Byłem głodny. Nie spożywałem krwi dobre 3 godziny, jak
miałem przeżyć??
***
Chciałem zostawić przy życiu tę fryzjerkę, ale była taka smaczna, a w
dodatku nie opierała mi się. Jakoś samo wyszło...Rzuciłem jej bezwładne
ciało do jakiegoś małego pokoiku, umyłem ręcę i twarz i co miałem
zrobić? Zwiałem.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz