- Wiesz, jakie mamy zasady, Jev - powiedziałam, jakby radowała mnie ta sytuacja. - Jednak tym razem nie obraziłeś naszego systemu i chęci pomocy, tylko mnie. A to wielki minus. Tutaj mamy uczyć się, że należy szanować innych. Tak. W tym przypadku nie będziesz poddawany fizycznym torturom, tylko psychicznym - w tym momencie na mój znak, a raczej znak guzika, który znajdował się pod spodem biurka, weszli trzej strażnicy. - Witam, panowie. W samą porę. Proszę zabrać Jev'a Roth'a do izolatki. Ma tam siedzieć do następnych ćwiczeń siłowych. Proszę również nie dawać mu posiłku oraz zapewnić odpowiednie warunki, tak, aby nie zasną. Włączcie mu naszą specjalną płytę - uśmiechnęłam się, wyobrażając sobie, jak Jev przez kilka godzin będzie słuchał tego samego powtarzającego się zdania: "Uzależnienie prowadzi do śmierci".
W milczeniu wynieśli Jev'a z sali i cicho zamknęli za sobą drzwi. Reszta więźniów, a nawet Vivienne, wydawali się poruszeni.
- Dobrze. A teraz: Czy ktoś chciałby wreszcie poczuć emocje?
Gwałtownie wstała blond włosa dziewczyna, która wygląda, jakby zaraz miała się popłakać. Na chwilę przymknęła powieki, a gdy jej już otworzyła, jej oczy były pełne emocji.
- Nareszcie - szepnęła. - Czuję. Wszystko czuję - spojrzała na mnie ze skruchą. - Tak bardzo przepraszam. Przepraszam za wszystko.
Uśmiechnęłam się do niej, tym razem szczerze.
- Usiądź, Claro. Twoje przeprosiny zostają przyjęte. Staraj się dalej, a na pewno osiągniesz wyśmienity efekt.
Uśmiechnęła się nieśmiało i usiadła. Wyglądała, jakby odnalazła światełko w ciemności. Wiem, co czuła, bo sama tak się czułam, gdy wyzwoliłam emocje. Brak emocji to bycie więźniem we własnym ciele, wyzwolenie ich - to wolność.
Jev?
Jak tam w izolatce? :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz