- Nie dało się przeoczyć - mruknął pod nosem.
- Tak, czy inaczej dzisiaj najprawdopodobniej wpadnie Thomas, by sam na własne oczy ocenić twoją stabilność emocjonalną. A ja będę musiała ci zadać kilka pytań, ale to potem.
Najwyraźniej chciał coś powiedzieć, ale przeszkodziła mu pani Freydez, wchodząc do salonu. Podeszła do mnie i podała mi latte oraz jogurt... morelowy?
- Jev - jęknęłam. - Mówiłam, że chcę dietetyczny jogurt o smaku mango z płatkami musli. Morela to nie mango!
Wzruszył ramionami, nie wyglądając na skruszonego.
- Smakują tak samo.
- Nieprawda!
Pani Freydez niecierpliwie postukała nogą.
- Powinnaś lepiej wybierać potencjalnych mężczyzn, Katherine - pokręciła z dezaprobatą głową, patrząc na Jev'a. - Mój mąż, Henry, nigdy nie zapomniał nawet o drobnych rzeczach. Nie mówiąc już o rocznicach! Zawsze dostaję jakiś wyszukany prezent, prosto od jego serca - chwyciła jogurt morelowy i skierowała się w kierunku drzwi. - Pójdę przygotować ci nowy jogurt, a ty w tym czasie się zastanów, czy na pewno ten twój facet jest w stanie spełnić twoje wymagania - spojrzała na mnie konspiracyjnie. - A obydwie wiemy, że wymagania masz wysokie - po tym wyszła, a ja nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam śmiechem.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz