sobota, 28 marca 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

- Dobra - przez chwilę musiałam się zastanowić, po co ma przyjść. - Pieprzona kontrola. Myśli, że nie dam sobie z tobą rady?
Zaśmiał się i pocałował mnie w skroń.
- Doskonale dajesz sobie ze mną radę. I strasznie mi się to podoba, w jaki sposób to robisz.
Również się roześmiałam i objęłam go za szyję.
- Pośpiech to pierwszy krok do piekła - powiedziałam. - Ale ja mam już tam zapewnione miejsce, więc możemy iść szybciej - wzniosłam oczy ku niebu. - Thomas mnie zabije. Znowu.

Równo punkt czternasta, zadzwonił dzwonek moich drzwi. Siedzieliśmy z Jev'em w salonie i usłyszeliśmy, jak pani Freydez podchodzi do drzwi i je otwiera.
- Czy wy naprawdę nie macie, co robić, tylko chodzicie po domach swoich współpracowników niczym jakaś sekta namawiająca do przyłączenia się? Teraz tyle się mówi o tych Iluminati, Mormonach, Satanistach... - zaczęła wymieniać.
- Tak, tak. Dziękujemy za ciepłe przyjęcie, pani Freydaz - usłyszałam głos, o dziwo, Pavla. - Kath jest w domu?
- Ależ tak - usłyszałam nieco dezaprobaty w jej głosie. - Mogłaby się ruszyć choć raz na zakupy, a nie tylko nic nie robi albo godzinami przesiaduje w tym swoim biurze. Ja wszystko w tym domu muszę robić! Och, tak! A w nagrodę, co!? Tylko 1000 funtów dziennie!
- Tysiąc dziennie to dosyć sporo... - tym razem odezwał się Thomas. - Ale przejdźmy do rzeczy.
- To sporo? - prychnęła. - Wiesz, ile ona zarabia dziennie? Mogłaby mi płacić dwa razy więcej! Albo trzy...
Nie mogłam już tego słuchać i wyszłam do przedpokoju.
- Tak, tak, pani Freydez - starałam się nie zaśmiać. - Przedyskutuję to.
- Z kim?
- Z częścią mojego umysłu, która uważa, że jest pani zbyt ambitna - w między czasie szybko przytuliłam Thomasa i Pavla. - Miło was widzieć. A pani... - zerknęłam na panią Freydaz, która wręcz kipiała z oburzenia. - Może pani wziąć sobie wolne do końca dnia.
Wyglądała na uszczęśliwioną i odeszła do pokoju, który czasem wynajmowała, by wziąć swoje rzeczy i wrócić do domu.
- Kathie, pójdziemy może na jakiegoś drinka? Nadal masz ten barek przy basenie, co nie?
- No - spojrzałam na niego nieufnie. - Czemu mamy tam iść?
- Ponieważ moja rozmowa z Jev'em będzie prywatna - oznajmił Thomas. - A teraz zmykajcie, dzieci.
- A spadaj, staruszku - wzięłam Pavla pod ramię i ruszyliśmy w kierunku barku przy basenie.

Jev?
Na rekompensatę - trochę dłuższe :D 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz