środa, 25 marca 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

- Po prostu wyjdź - warknęłam. - Przed drzwiami będzie na ciebie czekał strażnik - czułam, jak jego aura odrobinę się oddala, nie mogłam się jednak powstrzymać i rzuciłam w niego ostatnią całą filiżankę. Odwrócił się zdziwiony. - To za mój zrujnowany makijaż.
Albo miałam urojenia, albo lekko się uśmiechnął. Nie. To pewnie urojenia.
Bez zbędnych komentarzy wyszedł z pomieszczenia. Ja stałam tam jeszcze trochę, oddychając ciężko, co było dziwne, ponieważ wampiry nie oddychają.
Dziesięć minut później opamiętałam się i cicho wymknęłam się do łazienki, tak, żeby nikt nie zauważył. Tam poprawiłam makijaż. Wychodząc, wpadłam na Vivienne.
- Przepraszam! - krzyknęła i zaczęła pomagać mi zbierać kosmetyki, które mi wypadły. - Nie możesz wytrzymać bez poprawiania makijażu kilka minut? - zachichotała, lecz zamilkła na widok mojej ponurej miny. - Czy coś się stało?
Udało mi się uśmiechnąć.
- Nie, Vivi, nic - udałam ziewnięcie. - A teraz wybacz. Muszę wrócić do siebie i się przespać.
- Ale dopiero, co przyjechałaś...
- Jestem zmęczona - oznajmiłam stanowczo.
- Oczywiście - zeszła mi z drogi.
- Będę spała w swoim gabinecie, ponieważ nie chcę wracać do domu. Mogłabym zasnąć za kierownicą. Przypilnuj proszę, by nikt mi nie przeszkadzał.
- Jasne. Miłych snów.
- Dzięki - rzuciłam przez ramię i odmaszerowałam do gabinetu.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz