- Może nie uwierzysz, ale też za Tobą tęskniłem - wymruczałem jej w usta. I na nowo pogrążyliśmy się w namiętnym pocałunku. Jęknęła cicho gdy zacząłem obsypywać pocałunkami jej szyje i ramiona. Nagle spostrzegłem, że siedzi mi na kolanach oplatając mnie nogami w pasie. Podniosłem ją (o dziwo jeszcze miałem trochę siły) i weszliśmy do domu w ogóle nie przerywając naszych pocałunków.
Oczywiście tylnymi drzwiami by nie zgorszyć pani Freydez.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz