Wiedziałem, że trzeba czasu by wszystkie elementy układanki powróciły na
swoje miejsce. Gdy powracałem do wspomnień niektóre pamiętałem jasno, a
kolejne były tylko pustymi dziurami. Nie wiedziałem co tak naprawdę
zrobiłem, kiedy przestałem nad tym panować. Usiłowałem wszystko sobie
ułożyć, choć strasznie chciało mi się spać.
Po przyjeździe do Rzymu (czemu pojechałem do Rzymu, a nie do Florencji,
to nie wiem) wyłączyłem uczucia, gdy ją zobaczyłem wysiadającą z
limuzyny. Myślałem, że mam zwidy i nie chciałem już więcej czuć tego
mrowienia, wrzącej złości i tej chęci pocałowania jej.
Potem poszedłem się posilić, ale miałem jeszcze wszystko pod kontrolą.
Hotel. Staliśmy na balkonie obrzucając się gniewnymi spojrzeniami, a ja paskudnie się do niej odezwałem.
Hall. Nie dziwie się, że wbiła nożyczki w mój bark, sam bardzo chciałbym się ukarać za to ile zabiłem, jak skrzywdziłem.
Zakupy... Co u licha? Ja byłem na zakupach... Nie zapłaciłem i ugryzłem ekspedientkę.
Szukanie informacje o Maggie, która potem sama mnie znalazła.
Rzucenie klątwy...o ja...co ja najlepszego narobiłem?!
Moja "niby" bezinteresowna pomoc i... ktoś wyrzucił mnie przez balkon. No tak, a kto inny.
Pytanie, którego nie zadała moja podświadomość "Dlaczego kochasz tamtego Jev'a".
Otworzyłem się przed nią, co było na pewno jakimś sygnałem.
Spotkanie staruszki i Maggie.
Nasza rozmowa z dawnych lat, która nie potrwała długo. Już wtedy nie mogłem wytrzymać dłużej niż godzinę od posilania się.
Pragnienie, które rządziło całym moim ciałem. Wyjazd z Włoch do Florencji.
Nie pamiętam dokładnie jak i gdzie mnie porwali, ale na pewno stawiałem
opór, póki nie wstrzyknęli mi do żył tego przeklętego zielska.
Cela. Izolatka - te wspomnienia zasnuły wszystkie inne. Nie chciałem tam
już nigdy wracać. Patrzeć na te wampiry. Na te wszystkie rzeczy, które i
mnie zraniły.
Codzienne spotkanie przy herbacie. Nie. Nie. Nie przypominaj sobie, Jev.
Postarałem się i wkrótce zapadłem w sen.
***
Myślałem, że chociaż koszmary dadzą mi spokój, ale one nie brały urlopu,
tylko dlatego, że teraz czułem coś więcej niż złość i nienawiść.
Chodziły za mną te wszystkie ofiary, jęcząc i wbijając mi raz po raz
kołek w okolice serca, ten ból był straszny. Nie mogłem go znieść, a też
trudno było mi się wybudzić. Wskazywało, że to jeszcze nie koniec
koszmaru.
Katherine też mi się śniła. W momencie gdy po raz pierwszy się
poznaliśmy, wyznaliśmy sobie miłość, nastąpiło rozstanie, rozłąka,
ironiczne rozmowy pod którymi kryło się coś więcej, a potem tylko te
przeklęte róże, wokół których bryzgała moja krew.
Wybudziłem się zaczerpując haust powietrza. Potwornie bolała mnie głowa.
Usłyszałem dźwięk włączonego telewizora, ona też chyba nie spała, a ja
już nie chciałem wracać do tej granicy prawdziwego świata i fikcji.
***
Nie potrafiłem poruszać się bezszelstnie, nie miałem siły - zarówno
fizycznej jak i psychicznej. Do tego byłem kompletnie bezużyteczny.
Chodziłem po domu jakbym pierwszy raz w ogóle widział jakieś mieszkanie.
Te przytulne kolory stały się takie odległe, gdyż cela była kamienna i zimna.
Wszedłem do jej pokoju kompletnie zapominając zapukać, więc zaraz jak
otworzyły się drzwi i w nich stanąłem to zrobiłem. Katherine leżała
przykryta kocem i oglądała "Doktora House'a" popijając oczywiście latte.
Usadowiłem się na podłodze obok jej łóżka i przez chwilę oglądałem razem z nią.
- Nie możesz spać? - zapytała
- Nie. - odparłem cały czas wpatrując się w ekran. - Nie wiem jak zacząć życie.
- Zawsze możemy zacząć od zera. - zaproponowała
Uśmiechnąłem się i chwyciłem jej rękę splatając jej palce z moimi.
- Nie chce być dla ciebie ciężarem, więc gdy tylko powiesz żebym
wyszedł, wyjdę. - zapewniłem i złożyłem delikatny pocałunek na opuszku
jej palca. - Chcę wszystko odbudować, tak bardzo cię przepraszam. -
schyliłem głowę nie puszczając jej ręki.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz