Pani Freydez patrzyła się w miejsce gdzie Katherine nabrała ochoty ją zgromić, a ja wybuchnąłem śmiechem. Gosposia mi zawtórowała.
- Ma swoje fochy - szepnąłem, choć i tak wiedziałem, że wampirzyca mnie usłyszy
- Idzie zauważyć - machnęła ręką i nałożyła mi na talerz dużą porcję.
Po chwili usiadła ze mną i oboje jedliśmy w ciszy - no poza tym, że ciągle chichotaliśmy wspominając scenę, która miała miejsce parę minut temu.
Tornado wyszło ze swojego pokoju ponownie trzaskając drzwiami, które lekko się poluzowały.
- Głodna? - zapytała pani Freydez nawijając makaron na widelec. Stłumiłem śmiech.
Katherine?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz