Na razie moje próby jakiejkolwiek interwencji spełzy na niczym. A dzieje się tak ponieważ się jeszcze na nie nie otwarłem. Nie jestem gotowy, ale czuje, że muszę - muszę się stąd jak najszybciej wyrwać - granie bohatera przysparza mi kłopotów, a granie obojętności nie jest w ogóle odpowiednie w tej sytuacji.
Wszystko to było jedną wielką porażką. Gdybym tylko się nie uniósł w jej biurze, gdy przyprowadzałem jej syna! Jak miałem się nie unieść jak była dla niego taka wredna, dała mu do zrozumienia, że niewiele dla niej
Ale teraz widziałem, że chyba od czasu mojego wyjazdu i powrotu Christophera się zmieniła, nie była już tak sadystyczna jak miała w zwyczaju. To ja się taki stałem.
Spałem w celi, widocznie izolatka była tylko przestrogą dla niegrzecznego dzieciaka. Przed 11 w nocy dostaliśmy trochę zwierzęcej krwi w niedużej butelce.
Sięgnąłem po nią by móc powąchać, ale ledwo zbliżyłem do nosa rzuciłem ją - nie dość, że była to krew kuny to dolano do niej kilka kropelek werbeny, które jeszcze bardziej miały osłabić naszą siłę i czujność.
Mimo to plastik roztrzaskał się o ściany celi, a ja nie zamierzałem zlizać tego świństwa.
Gdy przebywałem na wolności - o jeny, mówię jak jakiś psychopata - nie wiedziałem co mam zrobić przemierzając ulice jakiegoś miasta - to co teraz mam powiedzieć. Miałem jeszcze karty, ale samotna gra nie będzie już tak ekscytujące, jednak wyciągnąłem. Spostrzegłem, że brakuje asa. No to siedzimy w czarnej dupie - stwierdziwszy to zapadłem w krótki urywany pełen koszmarów sen.
***
Tym razem sceneria się zmieniła, ale nie akcja. Znów chodziły za mną moje ofiary, które domagały się mego cierpienia. Zobaczyłem też kilkuset ludzi, których zabiłem jeszcze gdy nie byłem na tej cholernej zwierzęcej diecie. Wtedy też miałem taki problem, ale moje emocje były wówczas przejrzyste, zabijałem dla pożywienia - nie opanowałem perswazji i innych sztuczek, byłem...jak to stwierdzili w Zmierzchu - nowo narodzony. Zaśmiałem się na myśl o tym filmie - był taki niedojrzały przemawiając, że wampiry świecą na słońcu i mężczyźni mogą mieć dzieci, ale kobiety nie - to było dość dyskryminujące. Mój śmiech wyrwał mnie ze snu, który był na raczej niskim poziomie wytrwałości.
Po tym już nie potrafiłem zasnąć i siedziałem. Siedziałem całą wieczną noc.
***
No i powtórka z poprzednich dni.
Kręcimy się wokół Pavla i Thomasa, którzy dalej wlepują we mnie swoje gały, nie pozwalając się skupić na zadanej czynności. Jestem jeszcze słabsi niż moi kompani - nie posiliłem się wczoraj tym co nam dali.
Siedzimy i patrzymy na Vivienne, która nieco sie ośmieliła, ale gdy widzi, że któryś z nas otwiera usta, zaciska ręce w pięści lub po prostu się porusza, dziewczyna dostaje palpitacji serca i wpatruje się w nas skamieniała.
Izolatka
Wampiry nadal nie mogę się przyzwyczaić, a ja nadal siedzę głuchy i nieczuły na opary i dźwięk, podczas gdy oni próbują rozwalić drzwi.
Rosyjska herbata, którą nikt nie jest poczęstowany, tylko ciemnowłosa zołza siedzi i napawa się swoją dumą.
Dzisiaj była mniej spięta, albo nie chciała po sobie tego poznać. Ani razu nie spojrzała w moją stronę, ja również na nią nie patrzyłem. Nie obarczałem ją winą za moją odsiadkę, predzej czy później może by mnie złapali i zabili. Co dalej wydawało mi się lepszym scenariuszem. Ta dziewczyna Cecila albo Clara, niech to szlak - zapomniałem - która na pierwszym spotkaniu się poddała i zaprzyjaźniła z Katherine uniosła rękę by móc o coś zapytać.
Vievienne przyjęła ją, ale to pytanie raczej było skierowanego zołzy.
- K-k-atherine, j-ja... - zająkała się niepewna swojego pytania
- Mów. - ponagliła ją, dodając jej otuchy uśmiechem. Tak, teraz sobie pozwoliłem na nią zerknąć.
- Bo j-ja chciał-łam się z-zapytać kiedy s-tąd wyj-jdę, s-skor-o otworzyłam się na uczucia.
To pytanie było jak najbardziej rozmyślne. Myślę, że wszyscy w ciszy czekaliśmy na odpowiedź.
Katherine? Może to o niczym, ale przynajmniej długie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz