poniedziałek, 30 marca 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

Uśmiechnęłam się słodko i usiadłam tak, jakby to była jakaś ważna biznesowa konferencja. Patrzył na mnie niczym zbity psiak, lecz przez wiele lat gardziłam takimi osobami i nadal owa mina nie robiła na mnie wrażenia.
- Nie ma mowy - oznajmiłam, uśmiechając się szerzej.
W jednej chwili jego twarz przybrała ponury wyraz. Zaczął stukać palcami o moje biurko, starając się wymyślić jakiś odpowiedni argument. Jakby mnie nie znał. Wiadomo, że na nic się nie zgodzę.
- To nie potrwa długo... - zaczął powoli i czekał, aż mu przerwę. Nie miałam takiego zamiaru i udałam, że biorę pod uwagę, to co mówi. Jedna z odpowiednich metod takich dyskusji, to danie drugiej stronie nadziei, a później złamanie jej, by owa druga strona z irytacji dała sobie wreszcie spokój. Bolesne, ale prawdziwe. - Zaledwie pół godziny. Za nim się obejrzysz będę z powrotem. I kupię ci, co tylko będziesz chciała.
- Nie masz pieniędzy - udałam, że to mój największy problem.
- Nie pożyczyłabyś mi? - uśmiechnął się łagodnie. - Później oczywiście bym ci oddał.
Odchyliłam się na fotelu, patrząc na niego badawczo.
- No, proszę, Kathie. Nic się przecież nie stanie.
- Rozważę to.
- Naprawdę? - wyglądał na zszokowanego.
- Nie - zgasiłam jego ostatnią nadzieję i napiłam się latte. - A teraz proszę. Idź porobić coś tam, co zwykle robisz, kiedy jesteś w domu. Chcę pracować.
Zacisnął wściekle szczękę, ale wyszedł.
Dziwne. Mogłoby się wydawać, że będzie walczył o swoje. Wzruszyłam ramionami i ponownie napiłam się kawy. Najwyraźniej, aż tak bardzo mu nie zależało.

Przez dwadzieścia minut słuchałam włączonego telewizora w salonie, co nie dawało mi się skupić na pracy. Jev najwyraźniej lubił oglądać głośno wiadomości, czego nie rozumiałam. Każdy wampir woli przecież ciche dźwięki. Ale nie pierwszy raz przekonałabym się, że Jev jest wyjątkiem od reguły.
Westchnęłam z irytacją i wstałam. Miałam dość tych nudnych reporterów i jeszcze nudniejszych polityków. Skandale, wypadki, cudy. To właśnie było w wiadomościach. Nic ciekawego.
- Jev, mógłbyś proszę... - zaczęłam, wchodząc do salonu, ale zaraz urwałam. - Cholera.
Jev'a nie było.
- Cholera! - krzyknęłam głośniej i ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz