- Widzę, że wróciłaś z Włoch.
- Widzę, że wtargnęłaś na moje przyjęcie niezaproszona.
- To całe twoje "przyjęcie" wygląda mi bardziej na niekontrolowaną schadzkę największych szych w Londynie - wzruszyłam obojętnie ramionami, a Shevy jęknęła poirytowana. - Miałaś jakieś wieści od Jev'a?
- Może bym ci powiedziała, że wiem, gdzie jest, ale wtedy bez wątpienia od razu byś tam pognała - uśmiechnęłam się słodko i nieszczerze. - I bez wątpienie byłabyś mi winna przysługę.
Dotarło coś do niej, ponieważ cała się rozpromieniła.
- Wiesz, gdzie on jest!? - nagle jej świetlista aura nieco przygasła. - A jaką rodzaju przysługę?
- Jeszcze nie zdecydowałam - teatralnie obejrzałam paznokcie. - Znajdę cię, jak zdecyduję.
Ponownie jęknęła, tym razem bardziej z niecierpliwości, niż z irytacji.
- No, proszę, Katherine! - potrząsnęła mną, łapiąc mnie za ramiona. - Muszę wiedzieć, gdzie on jest! Już teraz! Może uda mi się go przekonać...
- Nie uda ci się - warknęłam i strzepnęłam jej ręce. - Jeszcze raz mnie dotkniesz, a twoje dłonie uschnął i odpadną.
Wzdrygnęła się na myśl o tym, że faktycznie byłam w stanie to zrobić.
- Znajdę cię jak zdecyduję - powtórzyłam stanowczo. - A teraz wynocha z mojego przyjęcia.
Westchnęła z rezygnacją.
- Byle szybko - rzuciła przez ramię, gdy oddaliła się już na bezpieczną odległość.
- Nie popędzaj mnie. To ja tutaj ustalam zasady - użyłam swojej magii do tego, by odrobinę zapiekły ją dłonie. Krzyknęła i je potarła. - Uważaj. Niedługo mogą faktycznie uschnąć.
Zacisnęła wściekle szczękę i ruszyła, jak najdalej ode mnie.
Cóż, najwyraźniej odstraszałam od siebie wszystko, co się ruszało.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz