niedziela, 22 marca 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

Trzy godziny później wychodziłam już z jasnej willi na przedmieściach. Gregor Miller wyglądał bardziej na miłego staruszka, niż wampirzego ojca mordercy. Jego cała twarz była w zmarszczkach, co sugerowało, że miał około siedemdziesiątki, gdy został przemieniony. Jednak oczy błyszczały mu młodzieńczym wigorem i determinacją, by uratować syna.
- Zrobię, co się da, panie Miller - uśmiechnęłam się do niego na pożegnanie. - Pańskiego syna na pewno da się uratować.
- Bogu niech będą dzięki - zaśmiał się radośnie. Wyglądał znacznie bardziej entuzjastycznie, niż jak do niego wchodziliśmy. - Panno Aristow, jestem pewien, że osiągnie pani upragniony rezultat. Tak mądra kobieta, jak pani bez wątpienia da sobie radę uratować mi syna.
- Tak, tak - starałam się nie przewrócić oczami za to podlizywanie. - Do widzenia, panu.
- Arrivederci, panno Aristow!

- A tak szczerze? - zapytał się Christopher w drodze powrotnej. - Młody Miller ma jakieś szanse?
- Całkiem spore - odparłam. - Według rozdziału piątego kodeksu karnego wampirów, każdy wampir może zabić maksymalnie dziesięć osób w swoim życiu. Miller zabił więcej, jednak według rozdziału siódmego, podpunktu dziewiątego, cytuję: "Każdy wampir, który miał kiedyś, bądź ktoś z rodziny do trzeciego pokolenia, miał kiedyś styczność z prawem - może zostać dwa razy uniewinniony za wykonanie jakiegoś przestępstwa". To mówi samo za siebie. Gregor Miller był kiedyś zastępcą przywódcy pewnego klanu w Rzymie,  co oznacza... - nagle przerwałam, zauważając, że się we mnie dziwnie wpatruje. - No, co?
- Nic, nic - zaśmiał się. - Po prostu czasami mnie zadziwiasz. Wiedziałem, że dobrze znasz prawo, ale że masz je wykute na pamięć...
- Jak coś kogoś interesuje, to to po prostu zapamiętuje - burknęłam. - Obydwoje wiemy, że doskonale znasz konstytucję, Chris.
- Konstytucja jest ciekawa! - usprawiedliwił się.
- Jasne - mruknęłam sarkastycznie. - A ja jestem Elżbieta Batory.
- Niewiele ci do niej - uniósł brwi.
- Hej! - walnęłam go w ramię, a on tylko roześmiał się serdecznie.
- Żartowałem. Chociaż...
I reszta podróży upłynęła nam w przyjemnej atmosferze.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz