wtorek, 17 marca 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine

- Zatem opowiadaj! - zaśmiałem się posyłając rozbawione spojrzenie Cassandrze podczas gdy ona szukała dogodnego miejsca w restauracyjce, lawirując między pustymi stolikami. - Co robiłaś przez ten cały czas. Od czasu...gdy w Nowym Orleanie... - zacząłem, ale ta ułożyła rękę w sposobie sygnalizującym, że nie muszę przypominać, zwłaszcza gdy jest blisko nas Shevy.
- Ach, Jev, a cóż innego mogłam robić jak uczyć się nowych czarów? - zaśmiała się machając długimi palcami i rozniecając co chwila inne żywioły.
W końcu usiedliśmy w kącie, przy czteroosobowym stoliku. Wadą tego miejsca były szklane szyby, przez które wpadało dużo światła. Nie uszło to uwadze Cassandry, która machnięciem jednego palca założyła ochronę, która nie przepuszczała promieniu UV.
- Jeśli od tego czasu się uczyłaś to chyba jesteś najpotężniejszą czarownicą. - podziękowałem jej komplementem. Nie to nie był komplement. To była prawda.
- Startuje do tego tytułu. Mam nadzieję, że zdobędę Twój głos. - odrzuciła do tyłu napuszone bordowe włosy i posłała mi figlarny uśmieszek
- Widzę, że włosy niezwykłe jak zwykle. - zauważyła Shevy, która do tej pory się nie odzywała.
Cassandra od urodzenia miała czerwone włosy, dlatego gdy skończyła niecałe 6 lat, została posłana na stos, i można powiedzieć, że tam umarła. Spaliła się. Jednak jak podejrzewali jej oprawcy była czarownicą i odrodziła się z popiołu.
Czarownica chwyciła kosmyk swoich włosów w palce, przeczesała go i uśmiechnęła się leciutko.
- Więc co tak naprawdę cię tu przyprowadziło? - zapytała Shevy wpatrując się w nią dużymi wręcz wyłupiastymi oczami.
- Powiedziałam już – rzekła miękko, lecz w jej oczach dostrzegłem coś w rodzaju frustracji na zadane jej pytanie – Yona miesza szyki, sprawia kłopoty sabatowi Crovl.
- Na przykład? - wierciła dziurę
- Spójrz na siebie. Lewitujesz pół metra nad ziemią – wskazała na faktycznie unoszącą się wampirzycę – I – zacięła się na chwilę, wystawiwszy w tej chwili mały palec i rozniecając wokół nas żywioł ducha, który uderzył swoją ciemną mocą w moją głowę. Poczułem rozdzierający ból, jakby ktoś próbował przepołowić moją czaszkę. Spojrzałem na Shevy, ale ona tylko patrzyła się na mnie ze zdziwieniem tymi swoim oczami, jakby nieświadoma.
- Co to do cholery było? - warknąłem
- Shevy tego nie poczuła.
Spojrzałem zaskoczony na wampirzycę, a ona zgodnie pokiwała głową.
- Nic? - zapytałem niedowierzająco
- Nic – wzruszyła ramionami
- Yona miesza. - powtórzyła Cassandra z naciskiem – Ta starucha jest niemal niepokonana..
- Niepokonana? - uniosłem jedną brew
- Powiedziałam, niemal. - uśmiechnęła się , a w jej oczach zobaczyłem miniaturowe błyskawice.
Cóż, nigdy nie powiedziałem, że była do końca normalna i zdrowa psychicznie.
- Musiałaś robić to tak intensywnie? - wyszeptałem skonsternowany.
Podeszła do nas niska kelnerka, w której oczach dostrzegłem strach – najpewniej widziała jak upadłem chwytając się za głowę i jęcząc. Miała w asyście chłopaka, który miał na plakietce Casper. Przypomniałem sobie, że kiedyś byłem z Katherine w jakimś barze i obsługiwał nas kelner o tym samym imieniu. Wtedy w oko wpadła mu Katherine i był wobec niej bardzo uprzejmy. To wspomnienie na chwile przytłumiło mnie, ale szybko odzyskałem rezon.
- C-c-z-y wszystko w porządku? - zapytała owa niska kelnerka trzęsąc się jak osika.
- Zaniepokoiliśmy się. - dodał z ledwie widocznym opanowaniem Casper
- W jak najlepszym – odparłem – Casper – stuknąłem w jego plakietkę – Poznaliśmy się już kiedyś, nieprawdaż? - zapytałem by odwrócić jego uwagę, gdy tymczasem Shevy wymazywała mroczne uczucia kelnerki.
- Tak, był pan w centrum Londynu z tą piękną wampirzycą. - powiedział powoli, ważąc każde słowo. Już nie zwracał uwagi na swoją niską towarzyszkę. Mówił chłodnym głosem i teraz dostrzegłem diametralną różnicę między jego oczami a oczami Shevy. Jego wydawały się przeszywać duszę, podczas gdy Shevy tylko bombardowała cię naciskiem spojrzenia.
Słysząc to ostatnie wszyscy natychmiastowo się poderwaliśmy.
- Wampirzycą? - udałem zdziwionego by ukryć no cóż, zdziwienie. - Przecież wampiry nie istnieją. - dodałem szybko, trochę zbyt szybko
- Czarownice też nie? - machnął ręką i osłona chroniąca mnie przed światłem opadła piekąc na powrót moja skórę.
- Kim jesteś? - zapytałem
- Znajdziesz mnie w pierwszej linii w drzewie genealogicznym Kateriny Aristow. Uroczej wampirzycy w której towarzystwie niedawno się obracałeś.
- Mówi prawdę – stwierdziła Cassandra – Czuję to
- Ja też – zgodziła się Shevy
- Kim jesteś? - powtórzyłem
- Powinieneś spytać kim ona dla mnie jest. - odparł, a ja usłyszałem w jego głosie nutę rosyjskiego akcentu, oblizał wargi i odsłonił zestaw śnieżnobiałych zębów i dwóch kłów wyrastających po bokach.
Świetnie. Wampir władający magią. A do tego spokrewniony z Katherine.

<Katherine? Czyżby Twój syn, a może wnuk?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz