- Zatem opowiadaj! - zaśmiałem się posyłając rozbawione spojrzenie
Cassandrze podczas gdy ona szukała dogodnego miejsca w restauracyjce,
lawirując między pustymi stolikami. - Co robiłaś przez ten cały czas. Od
czasu...gdy w Nowym Orleanie... - zacząłem, ale ta ułożyła rękę w
sposobie sygnalizującym, że nie muszę przypominać, zwłaszcza gdy jest
blisko nas Shevy.
- Ach, Jev, a cóż innego mogłam robić jak uczyć się nowych czarów? -
zaśmiała się machając długimi palcami i rozniecając co chwila inne
żywioły.
W końcu usiedliśmy w kącie, przy czteroosobowym stoliku. Wadą tego
miejsca były szklane szyby, przez które wpadało dużo światła. Nie uszło
to uwadze Cassandry, która machnięciem jednego palca założyła ochronę,
która nie przepuszczała promieniu UV.
- Jeśli od tego czasu się uczyłaś to chyba jesteś najpotężniejszą
czarownicą. - podziękowałem jej komplementem. Nie to nie był komplement.
To była prawda.
- Startuje do tego tytułu. Mam nadzieję, że zdobędę Twój głos. -
odrzuciła do tyłu napuszone bordowe włosy i posłała mi figlarny
uśmieszek
- Widzę, że włosy niezwykłe jak zwykle. - zauważyła Shevy, która do tej pory się nie odzywała.
Cassandra od urodzenia miała czerwone włosy, dlatego gdy skończyła
niecałe 6 lat, została posłana na stos, i można powiedzieć, że tam
umarła. Spaliła się. Jednak jak podejrzewali jej oprawcy była czarownicą
i odrodziła się z popiołu.
Czarownica chwyciła kosmyk swoich włosów w palce, przeczesała go i uśmiechnęła się leciutko.
- Więc co tak naprawdę cię tu przyprowadziło? - zapytała Shevy wpatrując się w nią dużymi wręcz wyłupiastymi oczami.
- Powiedziałam już – rzekła miękko, lecz w jej oczach dostrzegłem coś w
rodzaju frustracji na zadane jej pytanie – Yona miesza szyki, sprawia
kłopoty sabatowi Crovl.
- Na przykład? - wierciła dziurę
- Spójrz na siebie. Lewitujesz pół metra nad ziemią – wskazała na
faktycznie unoszącą się wampirzycę – I – zacięła się na chwilę,
wystawiwszy w tej chwili mały palec i rozniecając wokół nas żywioł
ducha, który uderzył swoją ciemną mocą w moją głowę. Poczułem
rozdzierający ból, jakby ktoś próbował przepołowić moją czaszkę.
Spojrzałem na Shevy, ale ona tylko patrzyła się na mnie ze zdziwieniem
tymi swoim oczami, jakby nieświadoma.
- Co to do cholery było? - warknąłem
- Shevy tego nie poczuła.
Spojrzałem zaskoczony na wampirzycę, a ona zgodnie pokiwała głową.
- Nic? - zapytałem niedowierzająco
- Nic – wzruszyła ramionami
- Yona miesza. - powtórzyła Cassandra z naciskiem – Ta starucha jest niemal niepokonana..
- Niepokonana? - uniosłem jedną brew
- Powiedziałam, niemal. - uśmiechnęła się , a w jej oczach zobaczyłem miniaturowe błyskawice.
Cóż, nigdy nie powiedziałem, że była do końca normalna i zdrowa psychicznie.
- Musiałaś robić to tak intensywnie? - wyszeptałem skonsternowany.
Podeszła do nas niska kelnerka, w której oczach dostrzegłem strach –
najpewniej widziała jak upadłem chwytając się za głowę i jęcząc. Miała w
asyście chłopaka, który miał na plakietce Casper. Przypomniałem sobie,
że kiedyś byłem z Katherine w jakimś barze i obsługiwał nas kelner o tym
samym imieniu. Wtedy w oko wpadła mu Katherine i był wobec niej bardzo
uprzejmy. To wspomnienie na chwile przytłumiło mnie, ale szybko
odzyskałem rezon.
- C-c-z-y wszystko w porządku? - zapytała owa niska kelnerka trzęsąc się jak osika.
- Zaniepokoiliśmy się. - dodał z ledwie widocznym opanowaniem Casper
- W jak najlepszym – odparłem – Casper – stuknąłem w jego plakietkę –
Poznaliśmy się już kiedyś, nieprawdaż? - zapytałem by odwrócić jego
uwagę, gdy tymczasem Shevy wymazywała mroczne uczucia kelnerki.
- Tak, był pan w centrum Londynu z tą piękną wampirzycą. - powiedział
powoli, ważąc każde słowo. Już nie zwracał uwagi na swoją niską
towarzyszkę. Mówił chłodnym głosem i teraz dostrzegłem diametralną
różnicę między jego oczami a oczami Shevy. Jego wydawały się przeszywać
duszę, podczas gdy Shevy tylko bombardowała cię naciskiem spojrzenia.
Słysząc to ostatnie wszyscy natychmiastowo się poderwaliśmy.
- Wampirzycą? - udałem zdziwionego by ukryć no cóż, zdziwienie. -
Przecież wampiry nie istnieją. - dodałem szybko, trochę zbyt szybko
- Czarownice też nie? - machnął ręką i osłona chroniąca mnie przed światłem opadła piekąc na powrót moja skórę.
- Kim jesteś? - zapytałem
- Znajdziesz mnie w pierwszej linii w drzewie genealogicznym Kateriny
Aristow. Uroczej wampirzycy w której towarzystwie niedawno się
obracałeś.
- Mówi prawdę – stwierdziła Cassandra – Czuję to
- Ja też – zgodziła się Shevy
- Kim jesteś? - powtórzyłem
- Powinieneś spytać kim ona dla mnie jest. - odparł, a ja usłyszałem w
jego głosie nutę rosyjskiego akcentu, oblizał wargi i odsłonił zestaw
śnieżnobiałych zębów i dwóch kłów wyrastających po bokach.
Świetnie. Wampir władający magią. A do tego spokrewniony z Katherine.
<Katherine? Czyżby Twój syn, a może wnuk?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz