Christopher, mój najlepszy przyjaciel, wybawca, bohater i jednocześnie przywódca klanu, do którego należę, zaśmiał się tylko cicho pod nosem. Byłam wampirem dopiero dwa lata, a on już na początku naszej znajomości nawiązał ze mną nieprzerywalną więź i postanowił prowadzić mnie przez świat wampirzej arystokracji.
- Och, Katherine - pokręcił nade mną głową. - Nikt tak naprawdę nie jest nieśmiertelny. Prawda, istnieją sposoby, by takim pozostać, ale powiedz szczerze... Po co tak naprawdę żyć wiecznie? My, wampiry, po prostu opóźniamy swoją śmierć. Zapamiętaj to.
Z powagą skinęłam głową.
- To mądre słowa, Christopherze - uśmiechnęłam się pod nosem. - Jesteś niezwykle inteligenty. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jesteś przy mnie.
- Na zawsze, Katherine - szepnął ledwo słyszalnie. - Na zawsze.
W mojej głowie mignęło to wspomnienie. Pamiętałam, że gdy miałam jeszcze uczucia, nazywałam to wspomnienie pięknym i wzruszającym. Przypominało mi o czasach, które nigdy nie wrócą. O czasach, które nigdy nie powinny przeminąć.
I nagle doznałam czegoś okropnego. Przez moje ciało przeszedł dreszcz czegoś, co było nazywane emocjami. Moje oczy zaszkliły się i napełniły łzami, a ręce zaczęły się trząść.
Nie trwało to nawet dwie sekundy. Szybko odgoniłam to od siebie i znowu stałam się obojętna na wszystko.
Tak obojętna, że nie miałam nawet ochoty zastanawiać się, co to było.
Zerknęłam z powrotem na księgę magii leżącą na moich kolanach i zaczęłam ponownie pośpiesznie przerzucać strony.
Musiałam to znaleźć.
Przede mną stało dwóch mężczyzn. Obydwoje byli wampirami.
Jeden miał jasnobrązowe włosy, szare, mądre oczy i był średniego wzrostu. Miał dosyć spokojny i budzący respekt wyraz twarzy. Został mi przedstawiony jako Thomas.
Drugi mężczyzna, Pavlo, bardzo się od niego różnił. Był wysoki i masywny. Włosy i oczy miał ciemne, a na ustach czaił się szelmowski uśmieszek. Widać było, że lubił sprawiać kłopoty i flirtować.
- To przyjemność mi panią poznać, panno Aristow - odezwał się Thomas.
- Och, tak, panno Aristow, to niezwykła przyjemność! - dodał, nadal się uśmiechając, Pavlo.
Mimo dzielących ich różnic, obydwoje wyglądali na sympatycznych i uprzejmych.
- Proszę mi mówić Katherine - rzuciłam tylko, uśmiechając się szeroko, na co i oni odpowiedzieli uśmiechami.
Za moimi plecami poczułam, że Christopher również się uśmiecha.
- Cieszę się, że się polubiliście - objął mnie ramieniem. - Dobrze wiedzieć, że przywódcy zaprzyjaźnionych mi klanów, zaakceptowali moją nową asystentkę.
Thomas spojrzał na mnie wzrokiem, jakby chciał dosięgnąć mojej duszy.
- Zostajesz na dłużej, Katherine?
- Tak - oznajmiłam. - Dopóki księżyc nie przestanie świecić.
Do drzwi mojego gabinetu rozległo się pukanie. Zbyłam je, ale zaczynało być coraz bardziej natarczywe. Wreszcie wstałam i otworzyłam drzwi.
- Słucham? - mruknęłam beznamiętnie.
Po drugiej stronie drzwi stali Thomas i Pavlo. Wyglądali na zmartwionych, co z oczywistych powodów, mało mnie obeszło.
- Kath, wszystko w porządku? - zapytał Pavlo, przyglądając mi się uważnie. - Wyglądasz jakoś inaczej.
Zignorowałam go.
- Czego chcecie?
Spojrzeli po sobie.
- Dowiedzieć się, czy wszystko w porządku... - zaczął wolno Thomas, jakbym nie rozumiała prostych słów.
- W jak najlepszym. Możecie już iść.
Starałam się zamknąć drzwi, ale Pavlo zablokować mnie nogą.
- Co to? - zapytał, wchodząc bez pytania. Udał się prosto do księgi magii. - Po co ci ona?
Thomas niepewnie wszedł do środka i podszedł do Pavla.
- Kath, chcesz nam o czymś powiedzieć?
- Idźcie sobie.
Tylko westchnęli.
- Krew nas nie połączyła, a jednak zrobiła do braterska miłość. Ja jestem jego siostrą, a on moim bratem. On jest moim bratem, a ja jego siostrą. Przysięgam, że będę kochać go, jak nikt inny na świecie. Przysięgam, że będę mu wdzięczna, za każdą chwilę, gdy jest obok. Przysięgam, że będę tęsknić, gdy tylko na chwilę stracę go z oczu. Przysięgam, że będę wobec niego lojalna. Przysięgam, że będę go kochać wiecznie. Nawet jeśli umrze lub umrę ja.
Wampiry mogły składać przysięgi wierności i braterstwa wobec innego wampira. Często jednak było to uważane za typowe wampirze śluby. Jednak było to coś innego. Sprawiało, że drugi wampir stawał się częścią ciebie, a ty stawałeś się częścią jego. Byliście jednością, lecz nie miało to znaczenia romantycznego, tylko braterskiego.
Christopher wymówił podobne słowa i, tak jak ja, rozciął sobie rękę i pozwolił, by krople krwi spadły na ziemię.
Od tamtej pory byliśmy jednością.
- Jakiego zaklęcia szukasz, Kath? - zagaił Thomas. - To niezwykle potężna księga... Nie wszyscy mają do niej dostęp, a jak znam ciebie, a znam, to pewnie robisz to z egoistycznych pobudek.
- To nie dotyczy ciebie, ani nikogo innego - wzruszyłam obojętnie ramionami. - Zaklęcia są proste. Wystarczy spuścić tylko kilka kropel swojej krwi na kartkę. Nikomu nie stanie się krzywda.
- Ach, to dlatego patrzyłaś na zaklęcie niezniszczalności? - mruknął Pavlo, przewracając oczami. - Po co ci to? Naprawdę chcesz nigdy nie umierać?
- Tu nie chodzi tylko o to - odparowałam. - Tu chodzi o wszechwiedzę i wszechmoc. Będę niepokonana, nieśmiertelna i...
- I stracisz przez to naprawdę wiele, Katherine - powiedział Thomas.
- Stracisz cząstkę siebie - potwierdził jego słowa Pavlo. - Choć jestem pewien, że gdzieś wiesz, że już ją straciłaś. Nawet jeśli te pogłoski o zniknięciu twoich uczuć to prawda... To wiesz, że mam rację.
Spojrzałam z melancholią na płonący budynek. Czy ta wojna z wilkołakami kiedyś się skończy?
Z transu wydobył mnie wrzask.
Wiedziałam, kto krzyknął.
Przez nasze połączenie poczułam jego ból napędzany moim własnym.
Czas przestał mieć znaczenie. Po prostu się zatrzymał. A ja biegłam wśród wolno opadających fragmentów wybuchających budynków.
Na wojnie wiele osób traciło bliskie osoby. Teraz rozumiałam, jak musieli cierpieć.
- Chris! - krzyknęłam, kucając obok niego. - Chris...
- Katherine. Nie mamy dużo czasu - powiedział, urwanym głosem. - Jad wilkołaków rozprzestrzenia się po moim ciele. Ten drugi już nie żyje, nie musisz go ścigać. Chcę tylko powiedzieć... - złapał mnie za rękę. - Musisz przejąć moje obowiązki, Kath. Musisz stać się przywódcą, liderem. Kiedy mnie już nie będzie...
- Nie mów tak! - jęknęłam, prawie nie widziałam jego twarzy przez łzy.
- Kiedy mnie już nie będzie - kontynuował - musisz sprawić, by nasz klan był niezastąpiony. Masz przecież Pavla i Thomasa. Oni ci pomogą.
- Nie zastąpią mi ciebie - zapłakałam.
- Wiem - uśmiechnął się słabo. - Kocham się, Kathie.
- A ja ciebie, Chris.
- Dosyć tego pieprzenia! - warknęłam, odsuwając ich od siebie za pomocą telekinezy.
Wzięłam nóż i nacięłam sobie rękę. Krew spłynęła z mojej dłoni prosto na książkę.
I wtedy wszystko zwolniło.
Drzwi gabinetu otworzyły się. Do środka weszła asystentka Sally. Na korytarzu musiał być przeciąg, ponieważ dotarł również do mojego pokoju. Kartka przewróciła się.
Krew była w powietrzy, podczas, gdy przewracały się następne kartki. Wreszcie książka zatrzymała się, a ja zobaczyłam napis:
ZAKLĘCIE WSKRZESZAJĄCE
O nie.
Kartka została naznaczona kroplą krwi.
Czas znowu zaczął szybko biec.
Ten dzień był inny, niż wszystkie.
Ptaki przestały śpiewać, a na deszcz lał częściej, niż zwykle pada w Londynie.
Miałam na sobie czarną sukienkę do kolan i wysokie buty. Christopher powtarzał zawsze, że należy zachowywać klasę za wszelką cenę, nie ważne, co się stanie.
To dla ciebie, bracie - pomyślałam, kładąc na nagrobku bukiet czerwonych róż. - Kocham cię i zawsze kochać będę.
Srebrny dym zaczął unosić się z książki i formować w postać. Wiedziałam już, kogo zobaczę.
Najpierw pojawiły się oczy piękne niczym dwa jeziora. Zaraz potem blada twarz, prosty nos i masa czarnych, niesfornych włosów. Ubrany był w to, co w chwili zgonu. W białą koszulę naznaczoną krwią i czarnymi spodniami oraz ciężkimi butami.
- O mój Boże - jęknął Pavlo, a Thomas wydał z siebie odgłos umierającego psa.
I moje emocje oraz uczucia powróciły. Jedno po drugim.
Tęsknota. Smutek. Żal. Wściekłość. Wyrzuty sumienia. Ból straty. Nadzieja. Szczęście.
I oczywiście cała masa miłości.
- Kathie - powiedział głośno Christopher i rozejrzał się po pozostałych. - Pavlo? Thomas? Co się dzieje? Chyba umarłem.
- Chris - szepnęłam, niepewna własnego głosu. Nie mogłam w to uwierzyć. To było zbyt nierealne. - Mój Boże - zasłoniłam dłonią usta.
Wbił we mnie spojrzenie swoich chabrowych oczu.
- Mam rację, prawda? - spojrzał na książkę leżącą na biurku. - Umarłem, a ty nie wskrzesiłaś?
Niezdolna wydobyć z siebie jakiekolwiek odgłosy, pokiwałam głową. Emocje wciąż mnie trochę przytłaczały.
- Och, Kathie - jak na osobę, która nie żyła kilka lat wydawał się niezwykle spokojny. Taki już był. Takiego go kochałam. - Nawet sobie nie wyobrażam, jak musiałaś cierpieć - podszedł do mnie i mocno nie przytulił.
Odwzajemniłam uścisk, brudząc mu koszulę moim tuszem.
- Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo tęskniłam.
Pół godziny później wysłałam Chris'a, Pavla i Thomasa, by poszli kupić Chris'owi parę rzeczy do ubrania. Sama przebrałam się w ciemnofioletową sukienkę, którą akurat miałam w biurze, ponieważ wcześniejszy strój ubrudził się zadziwiająco świeżą krwią Chris'a.
Na razie musiałam odpocząć i nie dać po sobie znać, że cokolwiek takiego, jak wskrzeszenie najlepszego przyjaciela. Musiałam sobie pozwolić na relaks, więc wzięłam jakąś grubą książkę z mojej półki i zaczęłam ją czytać.
Niestety nie zdążyłam zbytnio wczuć się w akcję. Drzwi otworzyły się i do środka wszedł Jev z wesołą kompanią.
Jev?
Nie musisz kontynuować, ale możesz opisać, co się stało przed tym, jak wtargnęli z Casprem do gabinetu Kath.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz