piątek, 20 marca 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine


Do diabła! - zakląłem w myślach, czując narastającą frustracje.
Shevy zajęła się spogladaniem na swoje paznokcie i wymigała się od konwersacji. Nie na długo, ale zawsze coś.
Cassandra wstała z takim impentem, że przewróciła krzesło.
- Podaj mi rękę - zażądała tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Casper spojrzał na nią nieufnie, jakby wiedział co się święci. Ja mogłem tylko snuć domysły.
Wampir podał jej dłoń, a ona ścisnęła ją mocno w żelaznym uścisku jej długich i smukłych palców.
Wokół ich rąk zaczęły buchać rożnokolorowe płomienie. Casper lekko rozszerzył źrenice jakby chciał pochłonąć ten magiczny widok całym sobą.
- Niech to szlak. - szepnęła czarownica. - Twój sabat - warknęła.
- Nie mam. - wzruszył ramionami i posłał jej triumfujący uśmieszek.
- Jak nie masz? - syknęła zbulwersowanym głosem, jednak jej twarz nie wyrażała ani grama złości. Była obojętna, ale czułam jak się w niej gotowało. - Nie masz pojęcia co się z tobą dzieje gdy nie masz własnego sabatu! - wykrzyknęła, a jej głos ociekał jadem jak i strachem.
- Mam pojęcie, Ognistowłosa. - zaśmiał się cicho pod nosem.
Cassandra wydała z siebie warkot i wyciągnęła rękę by zapewne zadać wampirzemu-czarownikowi nieznany nam ból.
- Nie tak prędko. - to on wyciągnął dłoń, a Cassandra nagle upadła, kurczowo ściskając moją rękę.
- Prze...sta...ń - wyjąkała, a z jej ust wydobyła się przezroczysta ciesz. Woda. Ona się topiła.
- Skończ to - warknąłem przerywając jego skoncentrowanie na zadawaniu bólu. Jednak Cassandra nadal nie przestawała wypluwać wody.
- Pierwsze zabierzesz mnie do Kateriny Aristow. - splótł ręce na klatce piersiowej wielce zadowolony z uzyskanego efektu.
- Dobrze. - przełknąłem gule rosnącą mi w gardle. On był naprawdę potężny, jeśli nieomal przywódczyni sabatu Crovl nie mogła się z nim równać. - Teraz ją wyzwól. - zażądałem, a on pstryknął palcem i Cassandra podniosła się z ziemi biorąc wielki haust powietrza.
Było to według mnie trochę nachalne, że miałem nawiedzać ją w biurze z egoistycznych pobudek Caspera. Ale wkońcu to jego sprawa, a nie moja.
- Dysponujesz jakąś mroczną mocą. - wyszeptała Cassandra, gdy już się otrząsnęła - Ale mój sabat jest w stanie cię pokonać.
- Albo pstryknę palcami i wszyscy zginą. - wampir zaniósł się perfidnym śmiechem.
- Nie dasz rady.
- Chcesz znów zaznać bólu? - zapytał retorycznie.
- Przestańcie, jedziemy do katedry. - oznajmiłem i przysięgam, że oczy Caspera zrobiły się łagodniejsze.
Cała paczka dziwolągów (unosząca się nad ziemią blondynka, czerwonowłosa zapłakana kobieta, pałający żądzą mordu psychopata i Jev) poszła do samochodu i odjechała. Niska kelnerka chyba dostała palpitacji serca, bo wpatrywała się w odjeżdżający samochód ospale.
***
Zatrzymałem się na pierwszym lepszym miejscu na parkingu.
- Tylko nie próbujcie żadnych sztuczek. - ostrzegł Casper. Myślę, że wszyscy poczuliśmy się "uwięzieni przez psychopatę, na wolnym obszarze"
Cóż, nikt nie powiedział, że będzie kolorowo.
***
Tak oto czwórka dziwolągów wtargnęła do gabinetu nieco szurniętej, pozbawionej uczuć i emocji przywódczyni. Może napisałbym o nas książkę? Z pewnością byłaby ciekawa.
Przypomniałem sobie jak jakiś czas temu wszedłem do jej gabinetu, a ona czytała jakąś książkę Holmesa oparta długimi nogami o biurko zawalone papierami. Miała na sobie krótką spódnicę i białą bluzkę. Wyglądała seksownie.
Do diabła, Jev, przestań fantazjować - upomniałem się w myślach.
Zapukałem i usłyszałem westchnięcie i szept nakazujący wejść upierdliwemu zaciekawionemu, i jak najszybciej odejść.
Otworzyłem drzwi i wszedłem pierwszy.
Katherine uniosła głowę znad opasłego tomiska.
- Tak, nie mylisz się. Mam sprawę.
- Znów chcesz wyznać mi miłość, pocałować, a potem zwiać jak ostatni dupek?
- Kuszące, ale nie. - odgryzłem się, ale zabolała mnie ta prawda. - Jesteś w to zamieszana.
- Znowu jakiś wir problemów, normalka - wzruszyła ramionami i odrzuciła do tyłu czarne włosy. Jej jasna skóra wydawała się jeszcze bledsza w kontraście z kruczymi włosami. Ubrana była w czarny top oczywiście uwydatniający jej biust i figurę. Do tego dżinsy przylegające do jej nóg, tak jakby były częścią jej ciała.
- Wejdźcie. - powiedziałem, a do pokoju wparował demono-czarodziejo-wamp, Shevy i Cassandra,
- Po co my tu przylazłyśmy? - zapytały zgodnie.
- Bo jesteście mi potrzebne. Katerino, długo czekałem na to spotkanie. - w jego oczach znów na ułamek sekundy zalśniło dobro.
Katherine wpatrywała się w niego w osłupieniu.
- Czyżbyś nie poznała własnego... - urwał, a Katherine zerwała się na równe nogi.

<Katherine?>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz