piątek, 20 marca 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

- Znowu ty - syknęłam, a mój dobry nastrój po odzyskaniu przyjaciela prysł. - Crispin, tak?
- Casper - mruknął, drapiąc się po karku. Nie wyglądał na zadowolonego moją reakcją. Ale czego niby miał się spodziewać?
- Mówię ci setny raz, do cholery, nie jestem twoją matką! - krzyknęłam, waląc pięścią stół. - Wiedziałabym, gdybym urodziła dziecko!
Spojrzał na mnie krytycznym wzrokiem. Jev, Shevy i Cassandra odsunęli się na bezpieczną odległość.
- Och, Katerino, doskonale wiesz, że niektóre wspomnienia da się usunąć.
- Ile razy mam powtarzać? - spojrzałam na sufit, jakbym czekała na zbawienie. - No, ile razy!? Nazywam się Katherine! Mój ojciec był Rosjaninem, ale matka pochodziła z Anglii i dlatego nazwała mnie angielskim imieniem, po mojej babce!
- Opowiedz mi więcej o moich dziadkach - odezwał się Crispin, czy tam Casper z krzywym uśmiechem. - Jestem ciekawy.
- To nie byli twoi dziadkowie, a ja nie jestem twoją matką.
- Oczywiście, że jesteś.
Przewróciłam oczami.
- Wiesz, kto jest twoim ojcem?
Pokręcił przecząco głową. Wyglądał na przybitego. Przez chwilę zrobiło mi się go szkoda. Musiał dorastać bez rodziców. Po chwili jednak odzyskał pewny siebie wyraz twarzy. Znałam ten wyraz twarzy... I te oczy.
Cholera! Widziałam je za każdym razem, gdy patrzyłam w lustro!
- Urodziłem się wampirem - powiedział po krótkiej chwili milczenia. - W 1935 roku. W Nowym Orleanie. Matka, to znaczy ty, porzuciła mnie zaraz po urodzeniu. Przez pierwsze pięć lat wychowywałem się w domu dziecka, aż wreszcie adoptowała mnie rodzina wampirów z Moskwy. To był twój ojciec, mój dziadek, i jego nowa żona. Z jakiegoś powodu wiedzieli, kim jestem. Przestałem się starzeć w wieku dwudziestu lat. Już od dwóch lat szukałem kontaktu z tobą, ale dopiero od miesiąca znam twój adres mailowy i adres zamieszkania.
- Zauważyłam - warknęłam, trochę za ostro. Zaraz potem się opamiętałam. - W Nowym Orleanie mieszkałam przez rok. To by się zgadzało. Przez ten czas spałam jednak tylko z jednym mężczyzną. Jak on się nazywał...
- Patrick - drzwi otworzyły się i do środka wszedł Chris. Z tego wszystkiego prawie zapomniałam, że żyje i niemal umarłam, po raz drugi, gdy go zobaczyłam. To mi się nie przyśniło. Był tu naprawdę. - Pamiętam go - obrzucił spojrzeniem Caspera. - Masz jego nos - potem zwrócił się do mnie. - I tak. Masz syna. Po prostu wykasowałaś wspomnienia.
Prychnęłam.
- Po prostu? - pokręciłam głową. To za wiele, za wiele.
- Więc zagadka rozwiązana! - zakrzyknął uradowany Casper. - Mogę mówić ci "mamo"?
- Ja... - wstałam gwałtownie i ruszyłam do wyjścia. - Ja chyba muszę się przejść.
- Idę z tobą - oznajmił od razu Chris.
- Nie - zaprotestowałam. - Ty musisz kupić sobie dom i samochód. Będziesz zajęty. Thomas i Pavlo ci pomogą. Do tej pory możesz mieszkać u mnie - rzuciłam mu zapasowe klucze. - Tylko nie zniknij znowu, proszę.
Przytulił mnie szybko.
- Kocham cię, Kathie.
- Ja ciebie też, Chris.
A potem wyszłam.

Jev?  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz