Sorry za jakość, wklejane na tel xD
Jak - Przyprowadziłem cię tu, więc już mogę iść - warknąłem - A ty naciesz się matką zanim wymaże ci wspomnienia. - rzuciłem ostro, ale następne słowa były jeszcze gorsze i wiedziałem, że panna Aristow na pewno je usłyszy. - Tak, ciesz się, że twoja matka to wywłoka. - zaśmiałem się z goryczą - Spała pewnie z całym Orleanem, kto wie ile masz rodzeństwa!
- Jev - Shevy pisnęła próbując mnie uspokoić. - Zaraz powiesz coś czego będziesz żałować.
- Zostaw mnie - wyrwałem się jej i kontynuowaałem - Nie przyzywczajaj się, ona do nikogo nie żywi dobrych uczuć. Wykorzystuje. Znęca się. A potem zabija, Casperze. Ona zabije to co w tobie dobre. Naprawdę współczuje ci. Lepiej nie mieć nikogo niż spędzać z nią ułamki sekund, albo ją kochać. Ale to juz koniec - powiedziałem bardziej do siebie niż do niego - Koniec. - wyszeptałem i wyskoczyłem przez okno Katedry by nie spotkać się z wampirzycą, której widok kruszył kawałki mojego serca.
Los nie sprzyjał mi dzisiejszego dnia ponieważ wylądowałem na ścieżce Katherine.
Wlepiła we mnie swoje czarne przenikliwe oczy.
- Słyszałam. - powiedziała tylko
- Nie wątpie - odparłem odwracając się do niej plecami - Jesteś zimną suką, którą kocham. Od jutra to już nie będzie stanowiło dla mnie problemu. Też nie będe nic czuć - oznajmiłem - Wiem, że nic to nie da, ale to co widzę i czuje łamie mnie. Nie chce tak żyć. Żyć ze świadomością, że to co kocham i nienawidzę równocześnie się nie zmieni. Jeśli chodzi o Caspera, to nie wyżywaj się na nim, bo to biedny chłopak, ale jednocześnie jest potężniejszy od Cassandry, moze być niebezpieczny. W końcu to twój syn. - wymówiłem "syn" nieco lepiej niż poprzednie oziębłe słowa.
Odwróciłem się znów do niej przodem i chwyciłem jej twarz w dłonie. Nie patrzyłem na niego, tylko wodziłem wzrokiem po zarysie jej ust.
- Dbaj o niego i nie zrań go, niedługo tylko on może ci pozostać. - oderwałem dłonie od jej twarzy i czekałem przez ułamek sekundy czy coś powie.
<Katherine?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz