Co u diabła?
- Em, Kathie, czy wszystko w porządku? - zapytał wyraźnie zdziwiony Chris. - Z tego, co mi wiadomo to jesteś martwa, a martwi nie chorują.
Kichnęłam ponownie.
- Na zdrowie? - mruknął trochę niepewnie.
- Co się dzieje!? - jęknęłam i ponownie kichnęłam. - To nie jest normalne!
Siedzieliśmy na ławeczce w parku. Był wczesny wieczór. Ludzie chodzili wokoło, śmiali się i kompletnie nie zwracali na nas uwagi.
A ja dostałam kataru. Nie rozumiałam tego. Wyjaśnienie było jedno...
- To nie choroba - pokręciłam głową. - To znaczy tak, choroba. Ale wywołana nie przez zimne powietrze, czy co tam trzeba, by człowiek zachorował... To jakaś klątwa. Pierwszy raz kichnęłam, gdy wróciliśmy do hotelu... Myślałam wtedy, że to było spowodowane jakimiś pyłkami źle działającymi na wampiry, ale... - złapałam się za głowę. - Cholera. Głowa mnie boli. I brzuch. Czuję się osłabiona. Mówię ci, Chris, to klątwa.
- Co ten Gregor knuje? - mruknął, mrużąc wściekle oczy.
- Myślisz, że to on? - zmarszczyłam brwi. - Wątpię. Nie wyglądał na typa, która zna się na magii.
- Pozory mylą.
Przewróciłam oczami.
- Znam się na istotach żywych - ponownie kichnęłam i skrzywiłam się. - Masz może chusteczkę? Muszę wydmuchać nos.
Pokręcił głową.
- Za rogiem jest mały sklepik. Powinni tam mieć chusteczki higieniczne.
Gwałtownie wstałam, co sprawiło, że prawie natychmiast się zachwiałam. Christopher złapał mnie w ostatnich chwili, zanim zdążyłam się przewrócić.
- To będzie długi pobyt - jęknęłam.
Jev?
A może to twoja sprawka i tej twojej zemsty?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz