Nie nudziłem się przez ten dzień - nakupiłem masę niepotrzebnych rzeczy,
wypiłem mnóstwo krwi z wielu kobiet - starając się by ich nie zabić,
nie chciałem mieć na głowie władz rzymskiego klanu, szukałem wiadomości o
Maggie, którą pragnąłem znaleźć, byłem ciekaw czy się zmieniła, jaka
jest teraz. No i nie zapominajmy ćwiczyłem magię. Złą magię.
Gdy byłem jeszcze świętoszkiem potrafiłem wytworzyć wiele rzeczy, dużo
eliksirów, proszków na młodość, chorobę, odczuwanie bólu, nie wypadanie
włosów (to akurat dla kobiet, które nie chciały się poddawać w walce z
rakiem i chciały zachować ładny wygląd - no tak, sterydowa twarz,
kosmiczna para z ust i czucie się jak gowno, ale włosy muszą być)
Zauważyłem, że udało mi się przeniknąć do praw grawitacji i magicznym
sposobem piękne ferrari walło o mur. Kilka osób mogło dostać urazu
głowy, w najlepszym przypadku doświadczyć śmierci.
Sprzątaczka, która weszła do mojego pokoju nagle się zestarzała - wyszły
jej okropne zmarchy i pojawiły się siwe włosy. Jej krzyk przerażenia
sycił mnie.
Zacząłem ćwiczyć również klątwy i uroki. Postanowiłem wykorzystać jako królika doświadczalnego słodką Katherine.
W sumie chciałem by wypadły jej gałki oczne, ale natrafiłem na barierę,
więc ograniczyłem się do choroby. Zapalenie zatok, krtani, gardła, a
następnie atak na poszczególne części układu oddechowego, krwionośnego i
nerwowego. To będzie krwawe zapalenie
Katherine? Hm, również brak weny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz