Wampirzy sędzia patrzył na mnie nieco zdziwiony.
- Wszystko w porządku, panno Aristow?
- Oczywiście - odpowiedziałam szybko. - Mała klątwa. Ale zajmijmy się teraz sprawą - tym razem kaszlnęłam - Robina Millera.
Pół godziny później wychodziliśmy już z sądu. Młody Miller został uniewinniony i dziękował mi za to tyle razy, że już zgubiłam rachubę.
Przed budynkiem sądu czekał na mnie Christopher. W skrócie opowiedziałam mu, jak poszło. Nie wydawał się uszczęśliwiony wolnością Millera. Przejmował się bardziej moją, tak zwaną, chorobą.
Kichnęłam, a w pobliżu wybuchł samodchód.
- Cholera - warknęłam. - Najwyraźniej nie mogę panować nad telekinezą, podczas... No, tego czegoś.
Objął mnie czule.
- Nie martw się. To pewnie nic poważnego.
- Chciałabym w to wierzyć.
I nagle pojawiły mi się mroczki przed oczami.
- Kathie...? - spytał niepewnie Chris, puszczając mnie i odsuwając się na krok, by lepiej mi się przyjrzeć.
Straciłam nagle zdolność mowy i nie mogłam mu odpowiedzieć. Było mi gorąco i zimno jednocześnie. A po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
Nieśmiertelność nie istnieje.
Na chwile w tłumie mignęła mi pozbawiona wyrazu twarz Jev'a. A więc to jego sprawka? Na prawdę chcę, żebym zginęła, wymęczona przez ludzkie choroby, do których mój organizm nie był przyzwyczajony?
Świat ogarnęła ciemność, a ja straciłam władzę nad ciałem i straciłam przytomność.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz