wtorek, 24 marca 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine

Powoli zapadał zmierzch, a we mnie budził się instynkt i pragnienie krwi.
Siedziałem na ławce w parku Opio i oglądałem przechodniów. Tak właściwie to nie mógłbym pić z jakiegoś obdartusa, to nie higieniczne. Może mieć jakiegoś wirusa, hiv, chorobę zakaźną. A skoro mowa o chorobach zastanawiałem się co u Katherine. Wprawdzie nie było to dla niej groźne (chociaż do końca nie wiedziałem), ale bardzo bolesne. Jak na kogoś kto w ogóle nie doświadcza bólu mógłby to być dla niej spory szok, zmartwienie.
Ja nie miałem zmartwień, no chyba, że zabraknie ładnych dam w mieście, z których nie będę mógł pić! To przerzuciłbym się na bogatych mężczyzn, ale to już nie byłoby to samo - stwierdziłem ze smutkiem, patrząc w nierealną przyszłość.
Populacja ludzi jest ogromna, nie mam o co marszczyć brwi.
Tak! Idzie ładna dziewczyna...zaraz ją... o c holera jak się pojawiła tak zniknęła. Czy ja mam zwidy, czy mi odbiło od tej krwi??
Nieważne. Jakiś dzieciak wraca nawalony z imprezy, zakosztuje jego.
***
Wróciłem do hotelu z pełnym brzuszkiem, mogłem spokojnie przespać całą noc, może 5 godzin, ale teraz potrzeba snu nie była tak silna jak wcześniej, byłem pełen energii. Wykańczały mnie czary, to muszę przyznać. Nie mógłby ich stosować dawny Jev, bo zaraz by padł, chociaż był stary, a stare wampiry są wytrzymalsze. Zaraz, czemu stosuje 3 osobę?? Bo on już nie wróci, tak.
Poszedłem pod prysznic - chyba to nie wyszło mi z nawyku. Nie lubiłem śmierdzieć potem tych wszystkich ludzi, ich strachem i ich perfumami. Ludzie kompletnie nie mieli gustu do zapachów. Fe.
Gdy wyszedłem nałożyłem na siebie jakieś czarne gacie i przeczesałem włosy. Zgoliłem kilkudniowy zarost, jak mogłem chodzić z taką brodą??
Poszedłem na balkon pogapić się na to smętne koloseum, czy co to tam stoi. Drzwi balkonowe do pokoju Katherine były uchylone więc słyszałem jakieś jęki, próby ocucenia wampirzycy przez Christophera.
Skok z jednego tarasu na drugi nie sprawił mi najmniejszego kłopotu.
Przybrałem zmartwioną minę (tak zmartwioną na ile potrafiłem) i wszedłem do wielkiego pokoju. Na równie ogromnym łóżku leżała Katherine, a nad nią stał ten wampir.
Usłyszał mnie i popatrzył w moją stronę. Na jego twarzy malowała się dziwna mieszanina ulgi i zaniepokojenia co przeczyło samo sobie.
- Co się stało? - zapytałem podchodząc bliżej do łoża
- Nie wiem, nie mogę jej dobudzić. - rozłożył ręce wyraźnie strapiony - Zaczęła kichać i kaszleć...
Nie wiem czy znał moją aktualną relacje z wampirzycą, ale jak na razie nie kazał mi spieprzać.
- Przynieś jej dużą szklankę wody mineralnej. To powinno ją trochę przywrócić do martwych - nie mogłem zbyć tej kąśliwej uwagi
Wampir usłużnie poszedł nalać jej szklanicę wody San Pellergino.
- Może słomkę, żeby się nie oblała. - zaproponowałem i podałem mu słomkę, która leżała w azylu słomek i parasolek na pobliskim stoliczku.
Uśmiechnął się lekko i pomógł Katherine usiąść by mogła się napić.
Wyhlustała wszystko i po kilku minutach otworzyła oczy, które nawet wróciły do lepszego wyglądu.

Katherine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz