- Wolę whiskey - mruknęłam, odsuwając od siebie napój. Uchyliłam powieki i pierwsze, co zobaczyłam to Jev. Gwałtownie wstałam z łóżka i cisnęłam w niego najbliższą leżącą obok mnie rzeczą, czyli szklanką. - O nie! Wyjdź stąd, ty podły gadzie! Nie chcę cię więcej widzieć na oczy!
Jev uniósł brwi.
- Jakby nie było, to pomogłem cię obudzić.
- Kathie, naprawdę, on pomógł... - starał się wyjaśnić Chris, lecz mu przerwałam.
- To nie twój, pieprzony, interes! - och, jak dobrze było mieć ponowną kontrolę nad magią. Zapanowałam nad nogami Christophera, który dzięki mnie wyskoczył przez balkon. - A teraz, porozmawiajmy, Jev.
Rozsiadł się na fotelu obok, jakby to miała być przyjemna, towarzyska pogawędka.
- Myślę, że muszę przemówić ci do rozsądku - syknęłam. - Najpierw muszę jednak upewnić się, że mi nie przerwiesz - uwolniłam swoją moc, niczym macki, które objęły go i zacisnęły się na nim mocno. Do tego zabrałam mu głos. - Tak lepiej - uśmiechnęłam się szeroko i usiadłam przed nim na łóżku, zakładając nogę na nogę. - Jesteś żałosny, Jev, wiesz? Udajesz złoczyńcę, a tak naprawdę nie masz pojęcia, do czego prawdziwi złoczyńcy są zdolni - roześmiałam się nieszczerze. - Przez tyle lat żyłeś wyłącznie na krwi zwierząt, szanowałeś ludzi i uważałeś, że są nam równi. Przeciwnie do mnie. Mordowałam, bo to sprawiało mi przyjemność. Rzucałam na różnych ludzi, różne klątwy, o wiele gorsze od tej twojej małej chorobowej zarazy - westchnęłam ciężko i pokręciłam głową. - Wiesz, teraz postanowiłam się zmienić. Postanowiłam, że będę lepsza, niż moja ciemna strona. Pomyślałam, że będę od tego silniejsza. Ale, wiesz, Jev? Dla ciebie zrobię wyjątek - mogłam to już skończyć już teraz, ale nie. Napawałam się tym. - Nie zabiję cię, Jev. Muszę przyznać, że nadal cię kocham. A jednak jest los znacznie gorszy od śmierci - sprawiłam, że uniósł się na metr do góry i poleciał w stronę balkonu. - Przygotuj się. Niedługo dowiesz się, co to znaczy, być złym.
Jev?
Uwielbiam złoczyńców. Wszystkich. :D
Jev'a też?
OdpowiedzUsuń