- Och, nie wiedziałem, że masz tak dobre serce - rzucił beznamiętnie. - Chyba zaraz się wzruszę.
Odwrócił się i zaczął odchodzić. W tym czasie skończyłam się pakować. Nie mogłam się jednak powstrzymać, gdy ujrzałam w swojej torebce nożyczki zrobione z czystego srebra. Podniosłam je i rzuciłam w Jev'a. Trafiłam w bark, a on syknął z bólu.
Z triumfującym uśmiechem, wyminęłam go.
- Możesz je sobie zatrzymać.
Nienawidzę go. Nienawidzą go. Nienawidzę go.
Powtarzałam to niczym mantrę, gdy szłam w kierunku wyjścia.
Nienawidzę go. Nienawidzę go. Kocham go. Cholera.
- Co tak długo? - zapytał podirytowany Chris. - Gregor zadzwonił już dwa razy.
- Właśnie - wściekle syknął kierowca, uderzając niecierpliwie palcami w kierownicę. Jednak, gdy przeniósł wzrok da mnie i na moje rozdrażnione spojrzenie, natychmiast przybrał minę niewinnego aniołka. - Przepraszam, proszę pani. Nie miałem na myśli niczego złego.
- Daruj sobie - machnęłam ręką w jego kierunku. - Ten dzień zaczął się koszmarnie i najwyraźniej to nie zamierza się skończyć.
Christopher nieco złagodniał i otworzył przede mną drzwi limuzyny.
- Panie przodem - powiedział, jak zawsze dżentelmeńsko.
Uśmiechnęłam się z wdzięcznością i wsiadłam.
Jev? Jak bardzo cię wkurzyłam? :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz