- Nic się nie stało. - wzruszyłem ramionami i podałem jej kolczyk, który
najwidoczniej wypadł z jej ucha, gdy wpadła na coś niemal zbudowanego z
metalu. Och, zaraz! To ja.
Przez chwilę wpatrywała się w moje oczy jakby czegoś szukała. Odwróciłem
wzrok, bo mnie irytowała. Pragnąłem by było inaczej. To ja miałem
irytować ją.
- Nie oczekuj ode mnie, że powiem coś miłego. - uśmiechnąłem się
szyderczo - Zaraz... Ładnie pachniesz. Hm... czyżby pizza włoska, a może
jakiś Włoch? - zaśmiałem się, a mój śmiech rozbrzmiał echem w całym
korytarzu.
Zbierała dalej rzeczy, które jej wypadły, a ja się zastanowiłem ile może być tych pierdołek w damskiej torebce.
Pozbierałem również stosik dokumentów i ułożyłem je po kolei.
- Ataki syna Gregora? Słabe. - mruknąłem rzucając papiery do jej
torebki. Trafiłem. - Chociaż pół miliona to jakiś kawał kasy. Możesz
wykupić zapasy cydru do końca życia. Ceń je sobie. A teraz proszę
wybaczyć, idę się rozejrzeć za jakimś konkretnym lunchem.
<Katherine?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz