- Ciao, Monaghan! - powtórzyła
- Nie gadaj! - krzyknąłem i wpadliśmy sobie w ramiona - Szukałem cię. Myślałem, że nie żyjesz.
- Magiene Ramires miałaby nie żyć? - prychnęła rozbawiona.
- Jak ci się udało uniknąć...
- Wyjechałam przed samą bitwą, a gdy rzeź się skończyła ponownie tu osiadłam. Włochy to mój dom.
- Jesteś z Kanady - przypomniałem jej.
- Ale obywatelstwo włoskie widnieje w moich papierach.
- Masz papiery?
- Oczywiście, że nie. - skwitowała - A ty? Co ty tu robisz? Monaghan we Włoszech, ciekawe. Czyżby jakaś włoszka się za tym kryła - zaśmiała się
- Przyjąłem nazwisko Roth. - oznajmiłem
- Jev Roth, będe musiała się przyzwyczaić...albo. NIE! Ty jesteś Monaghan. - uparła się
- No niech ci będzie. - zgodziłem się
- Pójdziemy się napić? - zaproponowała, ale zaraz sobie przypomniała, że nie piję, cóż, nie piłem - Latte. Moja ulubiona.
Przypomniało mi się, że to ulubiona kawa Katherine.
- Nie. - pokręciłem głową - Wolę napój w temperaturze ciała.
- Nie gadaj! - teraz to ona powtórzyła mój zwrot - Ty nie krzywdzisz ludzi.
Wzruszyłem obojętnie ramionami. Ludzie mnie nie obchodzili.
- Nie gadaj... - syknęła, a jej rozbawiony nastrój prysł - Wyłączyłeś się! - szturchnęła mnie za ramię - To dlatego co trzecia kobieta w tej okolicy ma ślady na szyi i rękach!
- Są pyszne. - wyznałem, a ona się skrzywiła. Bynajmniej nie na wzmiankę o ludzkiej krwi, ale na moje zachowanie. - To idziemy?
- Idę na latte. - i poszła w kierunku kawiarni. Co miałem zrobić? Z ciekawości polazłem za nią.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz