Wzruszyłam ramionami i rozsiadłam się na siedzeniu przed nim. W Londynie byliśmy dopiero od godziny. Od razu, po tym, jak się przebraliśmy, pognaliśmy do głównej kwatery. Pavla nie było w swoim gabinecie, więc udaliśmy się do Thomasa.
- Sprawa poszła szybko - stwierdził Chris. - Chociaż mieliśmy parę - rzucił mi znaczące spojrzenie - nieprzyjemnych sytuacji.
- To znaczy? - zapytał Thomas, który był wyraźnie tym niezainteresowany.
- A czy to ważne? - udałam ziewnięcie. - Nie wiem, jak ty, Chris, ale ja idę się przespać.
- Jeszcze tu posiedzę - odparł.
- Jak chcesz - zerknęłam przez okno na wschodzące słońce. - Ogłoście, że o północy organizuję imprezę w mojej posiadłości w Sheffield.
Gdy tylko wyszłam z biura, mój wzrok od razu padł na niską, siwą postać stojącą niedaleko.
- Proszę, proszę - skinęłam głową w jej stronę. - Ktoś postanowił wybrać się na wycieczkę do miasta?
- Wiesz, że nie jestem tu w sprawie wycieczki, Katherine - powiedziała Yona. - Po pierwsze: Chciałabym cię przeprosić, że tak gwałtownie zabrałam się za kształtowanie mojej mocy. Myślałam, że zgodzisz się pracować dla mnie. Teraz rozumiem, jak bardzo jesteś niezależna. Cieszę się, że twoje serce wróciło na miejsce?
Ponownie ziewnęłam.
- A po drugie? - spytałam zirytowana. - Chce mi się spać. Przejdź do rzeczy.
- Po drugie: Widzę, że twoja moc sama wystarczająco się kształtuje. Gdybyś była miła i wykonała dla staruszki, jedno małe zaklęcie... A właściwie wybrałabyś się do pewnego miejsca, po pewną rzecz...
- Nie ma mowy - syknęłam i wyminęłam ją.
- Jeszcze się zgodzisz - usłyszałam za sobą szept, lecz, gdy się odwróciłam, już jej tam nie było.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz