- Chcesz powiedzieć, że gdy zrzuciłaś samochód Rixona z mostu i go
spaliłaś, twoje uczucia wyszły na powierzchnie czy jeszcze siedziały
głęboko pod nią? - mruknąłem na odchodnym
Miałem już dość krzyków tych bezbronnych ludzi, więc już na rano
nasyciłem się na cały dzień, i ów dzień rozpoczął ponownymi
poszukiwaniami informacji o Maggie.
Jednak nie wiedziałem odkąd zacząć, więc postanowiłem poszperać trochę w główkach ludzi.
Mieszkańcy nie mieli dużo do powiedzenia o bitwie. Podejrzliwie na mnie
patrzyli jak mówiłem: "bitwa w którym zginęło dużo ludzi, mieszała tam
magia".
Miałem ich nastraszyć, że krwiożercze wampiry wyssały krew z tych
ludzkich idiotów, którzy sami organizują obławę, a i tak wiedzą, że to
oni poniosą stratę?
- Ludzie to debile - stwierdziłem na głos kiedy koło mnie przeszła około
70 letnia staruszka i posłała mi krytyczne spojrzenie - Ale babcie są
bardzo mądre - uśmiechnąłem się niezbyt szczerze - Wie pani coś o
obławie z 1895 roku? - zmieniłem zaraz temat
Zmierzyła mnie spojrzeniem od stóp do głów i po sekundzie jej twarz nie wyrażała już takiej sympatyczności.
- Wiem tyle, że masz krew na rękach wielu ludzi. Może nawet tych co zginęli w tej obławie.
- Pierwsze zdanie odgadłaś, ale no cóż...drugie niezupełnie.
Odsunęła się na dobry metr i zaczęła się rozglądać. Po placu chodziło mnóstwo ludzi.
- Jak będę miał taki kaprys to ukręce ci kark. - warknąłem - I nikt nie zauważy. Gadaj.
- O czym? - zapytała.
- O tej bitwie, do diabła!
- Bardzo ci blisko do niego. - rzuciła
Miałem ochotę w coś walnąć.
- Naprawdę jesteś tak głupia, że irytujesz wampira? - spytałem nieco obnazając zęby.
- Nie zrobisz mi nic. - wzruszyła ramionami.
- Bo Magiene mnie przysłała.
- Maggie? - zdziwiłem się, a ona potakująco skinęła głową. - Gdzie ona jest?!
Zawiał lekki świeży wietrzyk, a ja wyczułem aurę wampira.
- Puść ją, Monaghan. - dopiero teraz zorientowałem się, że trzymam tę staruszkę za ramię.
Odwróciłem się, a ona tam stała.
- Maggie.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz