- Żyłam dosyć długo w takim stanie, w jakim ty jesteś teraz - rzuciłam, za nim jeszcze wyszedł. Obejrzał się przez ramię. - I to nieprawda, co mówisz. Sama doświadczyłam tej palącej nienawiści do całego świata. Tego, jaką przyjemność sprawiało mi ranienie innych. Ale teraz, kiedy nie biorę już tak wiele ludzkiej krwi, zrozumiałam, że cały czas czułam ciepłe uczucia, tylko były ukryte we mnie tak głęboko, że nie mogłam ich wyciągnąć na powierzchnię. Ale były tam.
Skinął głową, choć nie byłam do końca pewna, czy zrozumiał, i wyszedł.
Jev?
Sorry, ale nie mam, ani weny, ani podstaw do napisania jakiegoś konkretnego opowiadania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz