Czas nie spływał mi tak długo jak się spodziewałem. Podczas picia trochę
mnie zamroczyło, tak dawno nie piłem ludzkiej krwi. Gdy wbiłem kły w tą
pielęgniarkę zalało mnie poczucie winy, ale niedługo już nie będę
musiał się o to martwić.
Gdy samolot podjechał na pas startowy szybko otarłem usta wierzchem dłoni. Podjeżdżały również schodki dla pasażerów.
Rozejrzałem się dookoła, naprawdę kochałem to miasto, ale okoliczności raczej nie pozwalały mi na zostanie tu.
Wsiadłem, a drzwi zamknęły się za mną z niemym hukiem, który raczej brzęczał w mojej głowie.
***
Samolot był dość luksusowy. Obok mnie znajdowały się dwa wolne miejsca
obite w białą skórę, albo jakieś tworzywo sztuczne ją przypominające.
Miałem do dyspozycji miniaturowy stolik i okrągłe miejsce przeznaczone
na kubek... ooo, nawet leżał tam kubek. Gdy nikt nie patrzył przelałem
krew z torebki do ów kubka i zacząłem sączyć. Wypiłem wszystko jednym
duszkiem jednocześnie rozkoszując się smakiem.
- Panie Roth - usłyszałem mezzosopran stewardessy. Nie wątpiłem w to, że
jest również śpiewaczką operową. - Czy czegoś panu potrzeba, kawa,
herbata, napój gazowany, mrożony... - zaczęła wymieniać, a ja się
wyłączyłem by nie słuchać jej skrzeku. - ...albo spaghetti.
- Nie, dziękuje. Nie potrzebuje niczego... prócz... - zamyśliłem się - Może się pani nachylić?
Spojrzała na mnie zdezorientowana.
- Oczywiście, jeśli chce pan coś kupić z naszego sklepiku dla panów...
To było coś takiego w samolocie?!
Nachyliła się, a ja używając perswazji rozkazałem:
- Nie przychodź tutaj, nie przeszkadzaj, nie reklamuj, ani żadna z
twoich głupich koleżanek, albo spotka cię coś złego, teraz odejdź
szczęśliwa...
- Dobrze, panie Roth, miłej podróży. - i odeszła w skowronkach
I miałem spokój przez całą podróż do Włoch.
<Weny brak ;3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz