sobota, 21 marca 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

- Katherine! - przyśpieszyłam kroku. - Katherine! Chociaż mnie wysłuchaj!
Przewróciłam oczami i nie zatrzymałam się. Ludzie dziwnie się na nas gapili. Czułam na sobie ich spojrzenia, które praktycznie mówiły: "Cholera, co to za wariatki?".
- Katherine, proszę! - krzyknęła kolejny raz. - Zatrzymaj się!
Zdenerwowana stanęłam w pół kroku i odwróciłam się. Wbiłam rozdrażnione spojrzenie w błyszczące oczy Shevy. Przez chwilę wyglądała, jakby zastanawiała się, co powiedzieć. Teraz to już kompletnie mnie wkurzyła.
- No, mów! - warknęłam. - Przerywasz mi spacer z synem, prześladujesz mnie, nie reagujesz, na moje oświadczenia, że nie mam ochoty z tobą rozmawiać, a gdy w końcu się na to zgodziłam to milczysz!
- Katherine...
- Masz dwie minuty - syknęłam.
Shevy westchnęła i zaczęła pośpiesznie mówić.
- Wiem, że nie chcesz, aby Jev wyjeżdżał i pozbawiał się uczuć. Ja też tego nie chcę. Obydwie nie mamy pojęcia dokąd pojechał, ale gdy złączymy siły to może uda nam się tego dowiedzieć. Proszę cię, Katherine. Nie wiem, jak ty, ale ja jestem gotowa błagać go na kolanach, żeby wrócił. Proszę, Katherine. Proszę... Musimy go znaleźć.
Zrobiła oczka słodkiego szczeniaczka, ale ja nie dałam się nabrać. Pod tą pokrywą makijażu i uroczego wyglądu kryła się prawdziwa żmija.
- Skoro wyjechał, to najwyraźniej nie chce, by go odnaleziono - wymówiłam te słowa bardzo wyraźnie. - Pogódź się z tym, Shevy! Jev jest dorosły i dokonał wyboru. Czas, abyś ty zaczęła nowe życie. Bez niego - mimowolnie westchnęłam. - Tak, jak ja.
Odwróciłam się i już zamierzałam odejść, gdy usłyszałam jej przesiąknięty nienawiścią i bólem głos.
- Jesteś tchórzem, Katherine - zasyczała, a ja odwróciłam się i spojrzałam na nią beznamiętnie. - Jesteś okrutna, brutalna i arogancka. Ale prócz tego... Jesteś też tchórzem. Boisz się zaryzykować. Patrzysz w przyszłość i myślisz: "Po co mam być szczęśliwa ryzykując? Może pójdę prostszą drogą, choć emocje na niej nigdy nie będą na niej tak intensywne, jak na tej drugiej!" - nieumiejętnie naśladowała mój głos, a ostatnie słowa prawie wykrzyczała. - Jesteś słaba.
- Jestem tchórzem. Jestem słaba. Fakt - powiedziałam nad wyraz spokojnie. - Ale przynajmniej jestem na tyle silna, by się do tego przyznać. Ty jesteś... Dokładnie taka sama. Tylko jesteś uzależniona od szczęśliwych zakończeń. Chcesz byś niczym dziewczynka rozpieszczana przez mężczyznę, którego kochasz.
- Nie znasz mnie - odparła.
- Zdążyłam cię już poznać wystarczająco - ominęłam ją. - A teraz wybacz. Chcę spędzić czas z moim synem.

- Przykro mi, Kathie - mruknął Pavlo. - Musisz wyjechać. Ten stary pryk, Gregor, zadzwonił do mnie z prośbą o ułaskawienie swojego syna. Młody zabił brutalnie trzech ludzi i zainteresowały się tym lokalne władze. Wie, jak dobrze znasz prawo i poprosił, żebyś przyjechała mu pomóc. Gwarantuje pół miliona - wzruszył ramionami. - Musi serio kochać syna. Ja bym swojego wydziedziczył - odchrząknął, zerkając niepewnie na Caspera. - Co nie oznacza oczywiście, że zrobiłaby to Kathie - dodał szybko, a ten tylko skinął głową, niezainteresowany konwersacją. - To potrwa zaledwie tydzień. Możesz wziąć Chris'a.
- Nie ma problemu - spojrzałam z ukosa na Chris'a. - Jedziesz?
- Pewnie - zmarszczył brwi. - Tylko gdzie?
Pavlo uśmiechnął się.
- Do Rzymu.

Jev? Mam nadzieję, że będziesz w Rzymie :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz